Elektroenergetyka

Polska energetyka w Matrixie? Czyli o co chodzi ze świstakami?

W 1999 r. wszyscy poznali charakterystyczny ekran spływający zielonymi cyframi. W kinach pokazał się film zmieniający postrzeganie rzeczywistości, bo właśnie Matrix – zapoznał nas z nowym światem, gdzie teoretycznie wygodne i bezproblemowe życie to iluzja wprowadzana przez systemy komputerowe do naszego mózgu (i wybierana za pomocą niebieskiej pigułki) a prawdziwy świat jest mocno ukryty, ale i brudny, twardy i wymagający. Neo musi wybrać właściwy kolor i właściwy świat – choć w końcu (po kilku filmach z serii) sami przestajemy do końca rozumieć, która rzeczywistość jest prawdziwa i czy sama wolność jest lepsza… ale też za chwilę widzimy już Matrix-a w każdym naszym codziennym dniu…

Ja dziś mam problem z Matrixem w postrzeganiu energetyki. Codzienny kolorowy przekaz nie jest do końca spójny z twardymi liczbami i faktami, a najgorzej, jeśli ktoś ma jeszcze dobra pamięć i pamięta wszystkie obietnice i plany z przeszłości. Mamy więc jakąś podskórną wątpliwość, że optymistyczny przekaz jaki widzimy nie jest do końca zgodny z prawda i to co może pokazać się po zażyciu czerwonej pigułki – wcale nie będzie miłe do zobaczenia…

Patrząc „optymistycznie” – właściwie wszystko jest poukładane i na swoim miejscu. Reklamy telewizyjne pokazują zielone połacie gór lub pola pokryte rzekami i jeziorami a nad nimi elektrownie odnawialne (wiatraki i fotowoltaika), które są lubiane przez zwierzęta lądowe, powietrzne i wodne.  Energetyka rozwija się bezemisyjnie i radośnie dla środowiska, przy okazji zapewniając niskie ceny dla końcowych użytkowników, ale też i dla nowoczesnego przemysłu, a wiele decyzji firm energetycznych pozwala rodzinom spać spokojnie bez martwienia się o koszty energii. W przekazach korporacyjnych króluje ESG w jak najlepszym wydaniu – jesteśmy nowocześni, zieleni, niskoemisyjni (choć na wszelki wypadek bez liczb carbon footprint) i zapatrzeni w przyszłość. Nowe plany (i zmodyfikowane ustawy – kto by tam się kłócił o drobne 200 m) transformacji energetycznej zapewniają połączenie bezpieczeństwa w zasobach surowcowych i generacji energii z szybkim wzrostem nowych inwestycji odnawialnych – zarówno w wietrze na morzu i ladzie, a przyrost mocy w fotowoltaice już za chwilę będzie większy niż cała energetyka do roku 2010. OZE niedługo ma bezproblemowo pokrywać 50 % zapotrzebowania (niektóre sygnały z ministerstw) a modernizowane sieci energetyczna zapewnią bezproblemowe rozprowadzenie tej energii uzupełniając o elastyczną pracę zmodernizowanych bloków węglowych (tak pisze PSE Operator w aktualnej wersji rozwoju sieci – W perspektywie najbliższych 10 lat elektrownie fotowoltaiczne oraz elektrownie wiatrowe mogą rozwijać się szybciej niż to wynika z dokumentów strategicznych. W 2032 r. polska sieć przesyłowa powinna pozwolić na osiągniecie poziomu 50% udziału generacji OZE w zużyciu energii elektrycznej netto, bez znaczących ograniczeń w wydawaniu warunków przyłączenia do sieci dla lokalizacji nowych źródeł OZE, wynikających z aktualnych wniosków o określenie warunków przyłączenia). To nie koniec, bo na horyzoncie czają się wielkie nowe elektrownie atomowe oraz nieprawdopodobnie liczna armia mniejszych reaktorów rozwiązujących problem przyszłej generacji energii, a może i ciepła i nawet wodoru na dodatek. To wszystko jeszcze zamyka energetyka konsumencka, bo i kolejne edycje własnego prądu pokrywają dachy panelami uzupełnionymi o domowe magazyny.  W tym wydaniu… właściwie nie ma się do czego przyczepić a potwierdzają to szeroko uśmiechnięte zwierzęta na pierwszym planie…

Przekaz „na niebiesko” niestety w pewnych aspektach zdecydowanie rozjeżdża się z twardą rzeczywistością, którą jeszcze można gdzieniegdzie samemu dostrzec. Dynamiczny rozwój energetyki odnawialnej nie zgadza się z trendem ostatnich lat – jakby nie patrzeć na statystyki – generacji OZE (w samej energii elektrycznej) jest góra 16-17% i cały czas ten udział nie rośnie a stoi na obecnych poziomach (a więc do końca dekady mamy to podwoić a może nawet potroić zmieniając zupełnie linię trendu?). Oczywiście MW-ty rosną jak na drożdżach (w fotowoltaice), ale z uwagi na znikome wykorzystanie współczynników mocy (co naturalne w tego typu elektrowniach) – warto jednak podawać udział w realnej generacji a nie zainstalowanych GW – owszem zmienia się dobowa krzywa cenowa (co bardzo pozytywne) i pojawia się moc w najbardziej oczekiwanych porach dnia – ale wciąż jest to mały kwiatek do kożucha. Energetyka wiatrowa na lądzie wcale nie idzie do przodu a zaledwie przestała się cofać (po ostatnich szumnych zmianach przepisów) i poprzez „długopisowe” poprawki widać jakie jest jej miejsce w kolejce. Energetyka wiatrowa na morzu świetnie wygląda w statystykach i kolorowych obrazkach, ale powinna pokazać 5,9 GW w ciągu najbliższych 7 (właściwie już 6) latach a nawet pierwszą energię w 2026 – w nowych turbinach na morzu i nowych stacjach odbioru energii i liniach przesyłowych – opóźnienia są nieuniknione. Dyskusja więc jak zawsze szybko rozmywa się o biogazowanie a zaraz o gospodarkę wodorową i nowe technologie w których to (dyskusjach) jesteśmy dobrzy jak nie wiem kto. Finalnie pomimo zapowiedzi o rozwoju OZE – na dziś stan sieci jest niezadawalający co widać po lawinowo rosnących odmowach przyłączeń nowych mocy i pierwszych problemach z przejęciem nawet tej mocy OZE jakie mamy.  OZE faktycznie – cały czas jest na cenzurowanym i krytykowane za brak dyspozycyjności i że wymagają węgla w backupie. Tak naprawdę widoczna jest siła lobbystów węglowych (w każdym zdaniu każdej z ustaw) a przekazanie aktywów węglowych i części kopalń do jednej organizacji (rezerwy strategicznej) stworzy już w zorganizowany sposób siłę ponad 50% generacji, która jeszcze bardzie efektywnie będzie w naturalny sposób działać aktywnie dla utrzymania obecnego stanu energy mix. Jest to podwójnie mordercze – bo nie tylko blokujemy nowe moce OZE, ale i też utrzymujemy coś co i tak technicznie ma małe szanse na długie życie – stan wyeksploatowanych elektrowni węglowych jest zły a pogarszające się wskaźniki dyspozycyjności będą tylko coraz gorsze, bo cały czas bloki węglowe (niezależnie od wielkości spełniają funkcje regulacyjne w systemie jadąc góra-dół. Na koniec cała energetyka atomowa pomimo sygnalizowanych krótkich terminów – nie jest w stanie zmienić niczego przed 2035 – a przy okazji ponownie utyka w grząskich dyskusjach o kwestię finansowania. Nic tak naprawdę się nie zmienia… energetyka polska powoli osiada w stagnacji a dominującym wskaźnikiem jest emisyjność – dalej 730-760 gCO2/kWh – najczarniejszy punkt w Europie, a nawet co gorsza przy najbardziej optymistycznych zmianach w kierunku niskoemisyjnych technologii ma osiągnąć ok. 520 w 2030 r. – co i tak będzie dwukrotnie wyższym wskaźnikiem niż Unia Europejska (a może i trzykrotnie patrząc na zmiany w UE). Pociąg nowych technologii a zwłaszcza wszelkie nowe inwestycje w najnowszy przemysł (w UE wymagający zeroemisyjnej energii) ucieka z peronu zostawiając Polskę w ogonie technologicznym…

Najbliższe lata – to więc wybór – który należy do każdego z nas i jak widać wcale nie będzie on łatwy. Można dalej patrzeć dość optymistycznie… a na koniec jedynie przesuwać odpowiednio daty uruchomienia nowych elektrowni i modyfikować dokumenty strategiczne odnosząc się do nowych wydarzeń światowych. Nie zmieni to jednak realnych faktów i problemu czy chcemy być w przyszłym europejskim trendzie energetycznym czy nie.  Problem jednak, że (oglądając Matrix) – wiemy już, że wyjście poza spokojną świadomość jest najczęściej chwilowe i wiąże się z odczuciem wolności, ale wcale nie musi utrzymywać się długo – bo w każdym z nas jest też chęć życia w miłej ułudzie i nieświadomości.  Może więc nie należy się martwić i zaakceptować pozytywny obraz – w końcu w desperacji zapytałem sztucznej inteligencji i dostałem taka odpowiedź:

„Nie ma naukowych dowodów na istnienie takiego „energetycznego Matrixa”. Koncepcja Matrixa jest fikcyjnym światem stworzonym przez ludzi w fikcyjnej historii filmowej”.

Źródło: konradswirski.blog.tt.com.pl

Działy

Reklama