Elektroenergetyka

Satyryczny kącik energetyczno-technologiczny profesora Świrskiego (31.03.2025)

 Polska anektuje Luxemburg i i coraz bliżej do Skonferedowanych Stanów Polski …

Działania administracji Trumpa wobec Grenlandii wymusiły także zrewidowanie planów strategicznych Polski i zwrócenie uwagi na możliwości aneksji ciekawych terytoriów. Poza Madagaskarem (pisałem kiedyś o możliwościach wobec posiadania Beniowskiego) najbardziej perspektywicznym krajem do zajęcia jest … Luksemburg. Z prawie 90 mld PKB i prawie 90 000 Euro na głowę (wobec niespełna 19 tys w Polsce) i 1000 żołnierzy w siłach obronnych, jest to właściwie dziejowa konieczności i Luksemburg jest nam niezbędny.  Polskie prawa do Luksemburga są niezaprzeczalne i można je wywieść w formie skróconej jak i dłuższej. Najprościej – bezpośrednio od Zygmunta Luksemburskiego – króla Czech i Węgier, który w 1382 r. aplikował o koronę Polski (był zaręczony z córką Ludwika Węgierskiego, polskiego króla, który niespodziewanie umarł mając tylko córki). Zygmunt pochodzi właśnie z rodu wywodzącego się z księstwa Luxemburga, więc jego (i nasze) prawa są niepodważalne. Mały problem, że Zygmunt nie został jednak polskim królem (był tylko poważnym kandydatem) – będąc zaręczony nie z tą córką zmarłego króla (Marią) i musiał ustąpić miejsca Władysławowi Jagielle (ten ożenił się z drugą córką Jadwigą – koronowaną na królową w 1384 i potem przejął berło). Jeśli więc Luksemburg kwestionowałby pokojową i prawowitą inwazję naszych wojsk to trzeba „na okrągło” i na początek zająć Czechy – bo Zygmunt Luksemburski był przecież królem Czech, a to już proste, bo przecież pamiętamy, że Bolesław Chrobry – w 1003-1004 r. zajmował Czechy i przyjął tytuł księcia Czech, Moraw i Słowacji (nie mógł jednak jako król, bo dopiero w 1025 otrzymał koronę Polski). Z uwagi na okrągłą rocznicę tego wydarzenia, więc najpierw przyłączenie Czech, a potem Luksemburga byłoby dobrym uświetnieniem obchodów, od których już tylko krok do Skonfederowanych Stanów Polski, gdzie inkorporujemy po kolei Madagaskar, Czechy, Luksemburg, a następnie Litwę, Łotwę, Kamerun, część Angoli, stan Rio Grande w Brazylii oraz część Antarktydy. Najmniej śmieszne w tej hipotetycznej historii jest, że jest część społeczeństwa i niektóre partie polityczne, które chętnie zgodziłyby się z tym surrealistycznym scenariuszem.

🪑🔋Renesans staczy kolejkowych? (pozwolenia i warunki przyłączeniowe OZE i magazyny) W dawno zapomnianych czasach komunistycznych jednym z zapomnianych zawodów byli tzw. „stacze” – osoby, które stały w kolejkach po atrakcyjne towary. Dla osób młodszych wydaje się to coś z rodzaju nieśmiesznego science fiction, że niektóre towary (a właściwe wszystkie atrakcyjne – meble, dywany, lodówki, samochody, RTV aż po kuchenki gazowe, odkurzacze, a nawet ciekawe książki) nie były dostępne, jak to się mówi on-line w sklepach, ale trzeba było je „wyczekać” w długich kolejkach. Szczególnie po większe gabaryty (jak meble) stanie w kolejce mogło trwać nawet kilka dni do tygodnia, a samoorganizujące się komitety kolejkowe codziennie po kilka razy sprawdzały listy obecności. Rynek wygenerował więc zawód „kolejkowego stacza”, który tylko stał za kogoś, a następnie pobierał wynagrodzenie jak już „kolejka doszła” i realizowany był zakup. Okazuje się, że zapomniana profesja ma się dobrze i reaktywowała się w ostatnich latach w działaniach firm specjalizujących się w uzyskiwaniu pozwoleń i warunków przyłączeniowych na inwestycje w OZE i magazyny. Firmy te nic nie budują (i nie zamierzają) natomiast jedynie rezerwują atrakcyjne lokalizacje i warunki przyłączeniowe od PSE, a następnie odsprzedają je dla prawdziwych inwestorów. Tu też właściwie nie są to prawdziwi (docelowi) inwestorzy, a zwykle szybcy deweloperzy, którzy budują farmę a następnie zaraz z zyskiem odsprzedają ją do docelowego operatora – zwykle dużego koncernu energetycznego.  Tak więc koło się zamyka i model z komunizmu działa bez problemu.  Pytanie od lat, dlaczego i po co stoją po pozwolenia „stacze” i za co zarabiają pieniądze – pozostaje bez odpowiedzi. Co chwilę (też i ostatnio) pojawia się pomysł skrócenia okresu pozwoleń (jak nie budujesz od razu to tracisz) i znacznego podniesienia kosztu pozwoleń (lepiej zapłacić PSE niż staczom), ale jakoś nigdy nie doczekały się realizacji. Komunistycznych „staczy” wykończył wolny rynek i dostępność towarów, tak i obecny problem „staczy” wykończy ostatecznie rozwój sieci i prosta ścieżka uzyskiwania możliwości inwestycji.

₿⚡️ Rynek energii jak bitcoiny. Kopacze i spekulanci kryptowaluty masowo przerzucają się na operacje na rynkach energii. Zmiana profilu produkcji (panele słoneczne w okresach dobrej pogody) powodują lawinowe zwiększanie godzin z ujemnymi cenami oraz rekordy tych cen. Kilka dni temu w Polsce – prawie minimum 500 PLN/MWh, ale to nic w Szwecji też niedawno, na rynku bilansującym złapano techniczne minimum – czyli minus 10 000 Eur/MWh. Coraz bardziej opłaca się po prostu zużywać energię, wobec czego co bardziej zaradni przedsiębiorcy budują duże odbiorniki energii i zaraz będą podgrzewać wodę w przydomowym stawie lub rzece albo obracać bezsensownie wiatraczki (przeciwko wiatrowi!!) tylko po to, żeby nabić licznik. Ilość godzin z ujemnymi cenami energii w krajach skandynawskich podchodzi już do ok. 7-8 % a jeszcze więcej w Australii i Kalifornii.  Jeśli macie więc coś co zużywa energię … do roboty.

🐺🛷USA uruchomią art. 5 NATO w przypadku inwazji na Grenlandię?

Napięcia wokół tej wyspy pod duńskim zarządem wcale nie słabną. Amerykański Prezydent …musi ją mieć. Amerykański Wiceprezydent USA właśnie wizytuje największą amerykańską bazę na Grenlandii. Sztabowcy w Pentagonie już pracują nad ofensywnymi planami rozważając plusy i minusy – Grenlandia jest powierzchniowo prawie 7 razy większa od Polski, ale ma 670 razy mniej mieszkańców. Siły zbrojne Grenlandii nie istnieją (zapewnia to Dania) i składają się z samolotu obserwacyjnego i 12 psich zaprzęgów. To właśnie może być największy game changer – na Grenlandii jest ok. 25 000 psów (ciągnących sanie) co znacznie przekracza zasoby USA (a o pożyczce psów z Kanady nie ma mowy). Scenariusze potencjalnej wojny są więc niejednoznaczne, samo osiągnięcie celów US trwałoby od 15 min. do godziny, ale potem możliwy jest kilkuletni etap walki partyzanckiej (trudności terenowe i te psy)  wobec czego należałoby pewnie przesiedlić całą ludność Grenlandii (ok. 60 tys. plus te psy), prawdopodobnie rozważa się, że do Salwadoru. Niespodziewanie cały plan strategiczny musi zostać zweryfikowany ponieważ w trakcie analiz działu prawnego w Pentagonie udowodniono, że w momencie hipotetycznej inwazji automatycznie zostałby aktywowany pkt 5 traktatu NATO (w razie ataku na jedno państwo, wszystkie państwa NATO zobowiązane są do udzielenia pomocy). Wobec tego wojska NATO stacjonujące w Europie, musiałyby natychmiast pomóc Grenlandii w obronie (co istotnie zwiększyłoby ilość żołnierzy na froncie). Wobec tych rozważań Departament odpowiedzialny za inwazję musiałby znacząco zwiększyć siły inwazyjne, a to znowu powoduje pkt 5 i więcej żołnierzy USA w obronie. Na razie plany stanęły na zaangażowaniu 750 tys. tych samych własnych wojsk po obu stronach co wyczerpuje możliwości sił USA. Zwrócono się o arbitraż do szefa Pentagonu Pete Hegseth, ale na razie skończyło się na kolacji z piwem. Los Grenlandii dalej niepewny.

Źródło: https://konradswirski.blog.tt.com.pl/

Działy

Reklama