Polska i świat – jakie będą jutro?
Kopenhaska Konferencja Stron, która odbyła się w stolicy Danii w dniach 7-19 czerwca ub.r. – bardziej kojarzona pod medialnym skrótem COP 15 – okazała się miejscem bezproduktywnych scysji i sporów 15 tysięcy delegatów ze 194 krajów świata, zgrupowanych w dwóch ekonomiczne różnorodnych obozach. Vis-à-vis siebie stanęły bogate państwa cywilizacji Zachodu – USA, UE i Japonia, czyli kraje z Aneksu I kiotowskiego Protokołu oraz kraje rozwijające się (z ang. developing countries), czyli kraje spoza Aneksu I, skategoryzowane w grupie G-77 (obecnie już 130 członków) dowodzonej przez Chiny i Indie.Jak się okazało, żadna ze stron nie była skłonna do ascetycznych poświęceń.
Obiektem sporu był kształt i forma postkiotowskiego aktu, który ustanowiłby szereg mechanizmów i instrumentów działania dla urzeczywistnienia osiągnięcia nowego progu redukcji emisji gazów cieplarnianych. Bazę intelektualną dysputy stanowił Czwarty Raport założonego w 1988 r. przy ONZ, Międzyrządowego Panelu do Spraw Zmian Klimatu (Intergovernmental Panel on Climate Change – IPCC), w którym stwierdza się, iż przy obecnym stanie zaawansowania kapitału naukowego i technologicznego, z 90% pewnością można potwierdzić antropogeniczny wpływ na zmianę klimatu Ziemi. W sposób krytyczny na nasz ekosystem ma oddziaływać tlenek węgla IV, stanowiący blisko 80% wolumenu „wypluwanych” do nośnych warstw atmosfery gazów cieplarnianych.
W powyższym dokumencie zaleca się, by w ciągu najbliższych czterech dziesięcioleci ograniczyć emisję tego związku nieorganicznego o 50-85%, co z kolei ma pozwolić na zbliżenie się do przedindustrialnych poziomów stężenia CO2 w atmosferze – 400 ppm i ograniczyć wzrost temperatury do 2oC.Jednakże, dychotomia państwowych interesów była na tyle silna i ugruntowana w umysłach przedstawicieli wysokiego szczebla rządowego „spóźnionych na deser” - jak nazywa się grupę G-77 – że nie udało się wypracować efektywnych ustaleń jakościowych. Główny nurt dyskusji skupił się wokół kwestii finansowych.
Ponadto, gorzkiego posmaku dodawało oświadczenie delegacji indyjskiej, która w pierwszych dniach konferencji oznajmiła, iż „wiążące decyzje” podejmie dopiero po powrocie do New Delhi, a ostateczne stanowisko tego państwa zostanie przedstawione po konsultacjach wewnątrzkrajowych.
To wydarzenie zdecydowanie ochłodziło relację na linii Bogata Północ – Biedne Południe, a na horyzoncie jawiło się zwycięstwo doktryny realizmu politycznego – bez partycypacji w porozumieniu Indii i Chin, które według danych amerykańskiej Agencji Informacji Energetycznej (z ang. Energy Information Administration) w 2030 r. będą odpowiedzialne za 60% emisji dwutlenku węgla, racjonalna i ostateczna zgoda na poziomie międzynarodowym nie mogłaby zaistnieć, o czym zdawały sobie doskonale sprawę obie ekonomiki-molochy.
Puszkę pandory pełną niesnasek i nieporozumień otworzyła również propozycja przedłożona w 3. dniu Konferencji Stron przez tzw. Umbrella Group, zrzeszająca USA i UE, która zaoferowała państwom rozwijającym się konstrukcję funduszu adaptacyjnego o kapitalizacji na poziomie ledwie 10 mld $ rocznie dla realizacji celu statutowego – „zazielenienia”(z ang. greening) narodowych bilansów energetycznych. Skromna kwota rozsierdziła szefa negocjatorów Państwa Środka, Su Wei – Taka suma, to kpina. Jeżeli przyrównamy ją do obecnej populacji Ziemi, łatwo wyliczymy, iż każdy z nas będzie musiał wysupłać z domowego budżetu jedynie 2 $ na niezwykle drogie przecież, technologie OZE. Dodatkowo, siła nabywcza portfela obywatela amerykańskiego jest zdecydowanie większa niż przeciętnego Afrykańczyka – zakończył.
Wydaje się, iż był to negocjacyjny błąd strategiczny amerykańskich i europejskich biurokratów, wynikający bądź z braku wcześniejszego rozeznania sytuacji kosztowej, bądź chęci oszczędzenia „paru dolarów”, co z kolei wpłynęło na usztywnienie stanowiska G-77, która stała się mniej skłonna do negocjacji.
Jeżeli do tego dodamy instrumentalną słabość, jaką wykazywali się premierzy i prezydenci państw wiodących w Unii Europejskiej – Wielkiej Brytanii i Francji – Gordon Brown i Nicolas Sarkozy, którzy wyrazili jedynie dezaprobatę dla roszczeniowej postawy państw trzeciego świata – ujrzymy świadectwo marazmu, jaki zapanował na szczycie. Kuluary kopenhaskie zdawały się być głuche również na internetowe wystąpienie byłego prezydenta USA, Billa Clintona, który w 6. dniu COP 15 zaapelował o „wspólne rozwiązanie kryzysu klimatycznego”.
I gdy wydawało się, iż szczyt zakończy się totalną klapą, na finiszu konferencji, bo 17 grudnia ub.r., z roboczą wizytą w Danii pojawiła się sekretarz stanu USA, Hillary Rodham Clinton, w której przemówieniu do zgromadzonych padł oczekiwany konkret o dokapitalizowaniu kwotą 100 mld $ rocznie do 2020 r. „Zielonego Funduszu”, z którego to środki alokowane będą – z przeznaczeniem na pomoc w rozbudowie mocy zainstalowanych Odnawialnych Źródłach Energii – na terytoriach najbiedniejszych państw globu. Pozwoli im to na uzyskanie horyzontalnego wsparcia kapitałowego i technologicznego. Zamierzenie lub nie, pani sekretarz przyćmiła tą deklaracją nawet wizytę niezwykle popularnego w Europie 44. prezydenta Stanów Zjednoczonych, Baracka Obamy, który przybył do Kopenhagi w dniu oficjalnego zamknięcia konferencji, by osobiście przekonywać delegację chińską do zmiany roszczeniowej postawy.
Green Climate Fund znalazł potwierdzenie w zapisach końcowych 12 – artykułowego Porozumienia Kopenhaskiego (z ang. Copenhagen Accord) - mocą art. 8 i 10, gdzie zapisano również, iż w okresie przejściowym, czyli w interwale czasowym 2010-2012 i równocześnie w ostatnich latach obowiązywania Protokołu z Kioto, do krajów rozwijających się transferowane ma zostać blisko 30 mld $.
Ponadto, efektywne narzędzie międzynarodowej kooperacji ma stanowić również Technology Mechanism (art. 11), ułatwiający przepływ zielonych technologii do których prawa własności intelektualnej dzierżą w znacznej mierze firmy ze Stanów Zjednoczonych, Europy i Japonii. Bezpośredni wpływ na środowisko naturalne będzie miał z kolei mechanizm REDD + (art. 8), następca programu REDD, obligujący do zmniejszenia o połowę wyrębu lasów tropikalnych do 2020 r. i całkowitej eliminacji nieefektywnego zarządzania zasobami gospodarki leśnej przed 2030 r. Jednak tym, co przysłoniło powyższe zapisy aktu końcowego i zadecydowało o ostatecznym fiasku Piętnastego Szczytu Klimatycznego, był brak realizacji celu pryncypialnego, jaki postawiony został przed delegatami już w kwietniu 2006 r. w tzw. „mapie drogowej” przygotowanej na szczycie klimatycznym COP 13 na Bali, czyli ustalenie nowych progów emisyjnych. To najprawdopodobniej będzie miało miejsce dopiero w listopadzie br. podczas kolejnej tury rozmów Konferencji Stron, do jakiej dojdzie w jednym z najbardziej zaludnionych i zanieczyszczonych miast świata, Mexico City - co zresztą jest gwarantowane i wymagane art. 4 i 5 Porozumienia Kopenhaskiego. Ponad 20-milionowa aglomeracja stolicy Meksyku stanowić będzie doskonałą ilustrację dynamicznego rozwoju demograficznego świata – w przygotowanym przez ONZ dokumencie „World Urbanisation Prospects: The 2007 Revision Population Database” czytamy, że do 2050 r. liczba ludności zamieszkałej w miastach wzrośnie z obecnych 3 mld 494 mln do 6 mld 398 mln, a 3 na 4 mieszkańców aglomeracji będzie rezydentem miasta w państwie rozwijającym się.
Wielkoskalowość Mexico City zarówno pod względem powierzchniowym, jak i ludnościowym może stanowić przyczynek do wyperswadowania przedstawicielom państw konieczności podjęcia rzemieślniczych decyzji, ograniczających wolumen emitowanego CO2 – zachowując obecny wariant redukcyjny na globalnym poziomie 5.2% oraz przy braku efektywnej partycypacji największych emitentów w nowym porozumieniu, nastąpi niespotykany wzrost poziomu stężenia dwutlenku węgla w atmosferze, który za cztery dekady wynosić może nawet 1089 ppm (parts per million).
Poziom krajowy
Ograniczenie do 2050 r. emisji dwutlenku węgla o 50-85% z całą pewnością określić można mianem celu milenijnego naszego pokolenia, możliwym do realizacji li i wyłącznie w przypadku połączenia siły zarówno na poziomie makro- jak i mikrosystemu gospodarczego i przy wykorzystaniu najnowszych zero- i niskoemisyjnych technologii. Z wielu przyczyn, kwaśny odczyn papierka lakmusowego po kopenhaskim Szczycie Klimatycznym winien zmobilizować pospołu polskie władze centralne i samorządowe do tęższego wysiłku i powzięcia wizjonerskich poczynań innowacyjnych w dziedzinie efektywności energetycznej, aniżeli zniechęcić do konstruktywnego działania. Powodów jest wiele. Ten pierwotny jest taki, iż z całą pewnością świat będzie dążył do przekierowania swoich gospodarczych trybów na tory technologii low carbon, mając na uwadze wyczerpalność surowców energetycznych.
Scenariusz buisness as usual bituminów jest jednoznaczny, przy obecnym poziomie konsumpcji „czarnego złota” wystarczy ledwie na 40 lat, a „błękitnego paliwa” na ok. 60 lat. Odrobinę lepiej jest w sektorze najbrudniejszego z paliw – węgla, który stanowić będzie nieodnawialne źródło energii pierwotnej przez najbliższe 150 lat. Jednakowoż, bacząc na fakt, iż historia ludzkości ma blisko 2.5 mln lat, można stwierdzić, iż są to nader krótkoterminowe perspektywy czasowe, na których to nie można oprzeć budowy światowej gospodarki dobrobytu, z uwagi na niemożność przygotowania długofalowych strategii planistycznych. Ów pierwotny argument konsoliduje dodatkowo możliwość zakwalifikowania, w niedalekiej przyszłości, prawa do czystego środowiska naturalnego do kategorii absolutnych praw człowieka na równi z takim katalogiem norm, jak prawo do życia czy zakaz tortur, skodyfikowanych w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka czy Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.
Obecnie w dyskursie międzynarodowym toczy się intensywna dyskusja na ten temat, a jej przedsmak mieliśmy okazję śledzić podczas Światowego Forum Wody, który odbył się w dniach 16-22 marca 2009 r. w Stambule.Z przyczyn oczywistych, paliwa kopalne nie zagwarantują realizacji tego prawno-międzynarodowego postulatu.
Nie zapominajmy także, iż zaaprobowane na szczeblu europejskim zobowiązania, wynikające z Pakietu klimatyczno-energetycznego „3×20”, zachowują moc wiążącą, co więcej, planowane jest powtórne spotkanie Rady Europejskiej przed listopadowym szczytem COP 16, na którym może zapaść decyzja o podwyższeniu pułapu redukcyjnego w Europie z 20% do 30%, a to w połączeniu z szacunkami Komisji Europejskiej, gdzie stwierdza się, iż miasta Starego Kontynentu są de facto odpowiedzialne za zużycie 75% energii, czego konsekwencją jest 80% poziom produkcji zanieczyszczeń w całej Unii, sprawi, iż nieświadomi skali trudu i stojących wyzwań modernizacyjnych, jakie stoją przed społecznością, zarządcy samorządów terytorialnych, którzy zwyczajnie się zagapią lub nie powezmą odpowiednich kroków, mogą nie podołać wyznaczonej przez UE polityce ekologicznej.
Naprędce można wymienić szereg polskich sfer publicznych i dziedzin ekonomiki miast, które wymagają energetycznej restauracji, niekoniecznie generując przy tym ogromne wydatki po stronie kosztowej. Poza konwencjonalnymi i znanymi od lat bolączkami takimi, jak „zaczerniony” energy mix Polski, wieloletniość systemu elektroenergetycznego, wyróżniającego się wysokim wskaźnikiem zjawiska ulotu przesyłowego czy słabo rozwinięta sieć transportu publicznego drogowego (należy tu wskazać na wadliwy system kwestionariuszowski budowy autostrad [za wysokie ceny przejazdu], konsekwencją którego jest odstręczanie użytkowników od korzystania zeń na rzecz bezpłatnych dróg krajowych i lokalnych, co naturalnie zmniejsza ich przepustowość i aprecjonuje współczynnik emisyjności zużycia km/os [arterie te charakteryzują się mniejszą średnią prędkością poruszania się pojazdów]) i kolejowego, aktualnie obserwuje się w świecie tendencje i trend do kreacji niekonwencjonalnych rozwiązań technologicznych, będących doskonałymi narzędziami dla poprawy efektywności energetycznej miast.
Warto wymienić choćby kreację tzw. Low Carbon Zones – pierwsza z nich ma powstać w okolicach chińskiego Shenzen w prowincji Guangdong – na wzór specjalnych stref ekonomicznych, gdzie firmy oraz rezydenci, chcący zastosować na skalę komercyjną i domową odnawialne źródła energii do produkcji generatywnej i kogeneratywnej energii wtórnej, nie będą obciążani opłatami fiskalnymi, z kolei przedsiębiorstwa, które w swoim projektach budowlanych uwzględnią miejsce na przestrzeń zieloną, będą gratyfikowane ulgami na poziomie budżetu municypalnego. Ten koncept jest już powszechnie stosowany.
Wizjonerstwo rozwiązań wymagać będzie także solidarnego zaangażowania kapitału publicznego i prywatnego, czyli instytucji od niedawna funkcjonującej w polskim systemie gospodarczym – partnerstwa publiczno-prywatnego. Sektor prywatny przy braku, bądź niejasności ram instytucjonalno-prawnych dla projektów „pro-eko” nie zaangażuje środków w ryzykowne idee, stąd, to włodarze z poziomu powiatu, gmin, województwa, a w końcu kraju muszą podjąć odważne, niejednokrotnie futurystyczne decyzje, dając asumpt i „onieśmielając” osoby prawne. Tak się stało w stolicy brazylisjkiego stanu Parana – Kurytybie, gdzie swoista koalicja burmistrza i przedsiębiorców z sektora transportowego zrewolucjonizowała komunikację miejską, dzieląc obowiązki między siebie. Samorząd utrzymuje infrastrukturę okołotransportową (przystanki, drogi), a prywatna flotylla autobusów dokonuje usługi transferu na specjalnie do tego przygotowanych arteriach aglomeracji, gdzie pojazd publiczny cieszy się ogromnymi przywilejami drogowymi. Gminną i wojewódzką komunikację publiczną może usprawnić także tabor PKP Przewozów Regionalnych, którego właścicielami od 2008 r. jest 16 samorządów wojewódzkich. Tutaj warto zasugerować idee zastosowaną w niemieckim mieście Karslruhe, gdzie zdecydowano się na wprowadzenie tramwajów dwusystemowych, które jeżdżą zarówno po torach miejskich, jak i wojewódzkich, dowożąc pasażerów do sąsiednich gmin.
Taki pomysł okazał się ekonomicznie racjonalny, tańszy od utrzymywania wielkich składów, wożących na niektórych trasach przysłowiowe „powietrze”. Owe tramwaje mogłyby posłużyć do przewozu pasażerów na mniej popularnych trasach, generując zysk ze względu na mniejsze koszty eksploatacji, tj. mniejszy pobór prądu. W Niemczech najdłuższa międzygminną trasa, obsługiwana przez miejski tramwaj ma 45 km (z Karslruhe do BadenBaden).
Informacja o tej, jak i szeregu innych koncepcjach innowacyjnych mikro- i makro- powinna swobodnie i sprawnie przepływać między rozparcelowanymi na całej powierzchni kraju agencjami energetycznymi. Dzięki wsparciu UE są współfinansowane z unijnego budżetu (program IEE – Intelligent Energy Europe) na poziomie 50% przez trzy lata swojej działalności. Niestety, w Polsce funkcjonuje po dziś dzień zaledwie kilkanaście takich podmiotów (część z nich ma status regionalnej) przy 903 miastach zarejestrowanych w ogólnonarodowym spisie. Prezydenci, burmistrzowie i wójtowie winni mieć na uwadze także aspekt prestiżowy, jaki zapewniają wyprzedzające swoje czasy rozwiązania ekologiczne, przyciągające uwagę i ciekawość turystów, co z kolei w sposób bezpośredni przekłada się na wpływy do kas miejskich.Takie koncepty zauważane są również na poziomie europejskim.
UE rokrocznie nagradza najbardziej prośrodowiskowe miasta Europy tytułem Zielonej Stolicy Starego Kontynentu (European Green Capital), co z całą pewnością ma charakter nobilitujący dla włodarzy takiej jednostki administracyjnej. Wymienione w tekście koncepcje oraz spektrum innych efektywnych rozwiązań tutaj niewypunktowanych, będą elementami składowymi skoku cywilizacyjnego, jakie w najbliższych latach doświadczyć może nasze społeczeństwo, a Polska w rezultacie wykorzystać tzw. przewagę zapóźnienia, stając się technologicznie bardziej zaawansowana od Francji czy Wielkiej Brytanii, wdrażając od razu najnowsze pomysły inżynierskie.
Kończąc, należy odwołać się do artykułu 12. Porozumienia Kopenhaskiego, w którym czytamy, iż sygnatariusze dokumentu wzywają siebie nawzajem do oceny implementacji porozumienia przed 2015 r. (…), co może wymagać wzmocnienia długoterminowych celów, włącznie z redukcją wzrostu temperatur o 1,5oC. Stanowi to klarowny sygnał, iż w sytuacji ogólnoświatowej zgody dla postkiotowskiego aktu, wymagania mogą być tylko i wyłącznie „podrasowane”, a nie obniżone.
Opracowanie: Jacek Sobański, student, stosunki Międzynarodowe na Uniwersytecie Opolskim, „Nowa Energia”

Kalendarium

Zostaw komentarz