News » 27% w Radzie UE = 35% w Parlamencie, czyli matematyka…

27% w Radzie UE = 35% w Parlamencie, czyli matematyka europejskiego lobbingu OZE

22 Sty 2018 Możliwość komentowania 27% w Radzie UE = 35% w Parlamencie, czyli matematyka europejskiego lobbingu OZE została wyłączona Share '27% w Radzie UE = 35% w Parlamencie, czyli matematyka europejskiego lobbingu OZE' on Facebook Share '27% w Radzie UE = 35% w Parlamencie, czyli matematyka europejskiego lobbingu OZE' on Email Share '27% w Radzie UE = 35% w Parlamencie, czyli matematyka europejskiego lobbingu OZE' on Print Friendly

Nieważne na co się umówimy i na co się zgodzą. Finalnie i tak dołożymy im dodatkowe warunki… nie do spełnienia. Przez stulecia byliśmy świadkami takich zdarzeń – Rzymianie wobec Kartaginy przed III wojną punicką, Anglia wobec Chin przed wojnami opiumowymi czy też każda silna korporacja wobec słabszego poddostawcy przy renegocjacji kontraktu zakupowego. Energetycznie wcale nie jest inaczej, a na pewno nie inaczej niż we wspólnym brukselskim parlamencie.

Wczoraj Parlament Europejski głosował nad przyjęciem wiążącego dla Unii Europejskiej udziału energii ze źródeł odnawialnych w 2030 r. Przytłaczającą większością głosów 492 przeciwko 88 (wstrzymujących się 107) przeszła rezolucja ustawiająca wskaźnik na wysokości 35%. W ten sposób PE włożył kolejny kawałek bałaganu do długoterminowych energetycznych puzzlli podwyższając 27% do 35%. Wspomniane 27% było zaproponowane pierwotnie w zmianach systemu ETS (z konkluzji 2015) i a nawet potwierdzone przez przedstawicieli państw członkowskich i będące na etapie finalnych zapisów legislacyjnych. Tak więc – niezależnie od dobrych czy złych intencji samych parlamentarzystów – widać dokładnie, że niezależnie jak wysokie jest poparcie legislacyjne dla OZE to zawsze można wylobbować więcej.

Energetyka odnawialna odnosi wiele niepodważalnych sukcesów i wydaje się, że (aby było równo, sprawiedliwie i demokratycznie) już dużo jej pomagać nie trzeba. W końcu jak wszyscy prorokują – gdzieś na poziomie 2025 roku całkowity koszt produkcji energii ze źródeł odnawialnych ma być niższy od konwencjonalnych – a wiec jakiekolwiek dotacje, regulacje czy ograniczenia dla innych technologii nie powinny być konieczne. Energetyka odnawialna sama powinna być konkurencyjna i naturalnie powinna również wyprzeć inne technologie wytwarzania. W końcu mają o tym świadczyć wyniki nowych aukcji w Europie Zachodniej, gdzie inwestorzy nowych farm wiatrowych nie wymagają już dodatkowych pieniędzy (tylko cena rynkowa, aczkolwiek zostaje pierwszeństwo odbioru energii). Jednak raz uruchomiony mechanizm lobbystyczny, potem jest nie do zatrzymania. Wpompowane pieniądze muszą się zwrócić i maszyna pracuje dalej. Wskaźnik 35% jest już uzasadniany porozumieniem paryskim (czyli wzrost o 2⁰C średniej temperatury w stosunku do epoki przedindustrialnej – butelka szampana dla tego, kto naprawdę rozumie o co w tych paryskich zobowiązaniach chodzi) a za chwile trzeba się spodziewać kolejnych raportów, uzasadnień, ekspertyz i formuł. Jeszcze szybsze wprowadzanie produktów odbywać się będzie przez dodatkowe prawne zachęty. Parlament chce również, aby „konsumenci produkujący energię elektryczną w swoich lokalach mieli prawo do jej zużycia i instalowania systemów jej magazynowania bez konieczności uiszczania jakichkolwiek opłat i podatków” (czyli kolejny sponsoring dla prosumentów).

Chciałbym być dobrze zrozumiany – nie jestem przeciwnikiem OZE i widzę wielkie postępy tej technologii. Uważam, że równolegle z rozwojem elektromobilności i technologii magazynowania energii, stanie się to dominującym sektorem energetycznym do połowy wieku (na pewno w krajach wysokorozwiniętych). Nie trzeba jednak już pomagać lobbingiem i regulacjami, które finalnie pomogą jedynie krajom najbardziej rozwiniętym a wyeliminują z rynków słabsze. Szybkie zwiększanie udziału OZE jest zrozumiałe dla niemieckiej gospodarki i jest sponsorowane z bogatych niemieckich rachunków domowych, ale jest też kolejnym obciążeniem dla gospodarek Polski i części krajów Europy Centralno-Wschodniej i po prostu będzie sprowadzało polski przemysł i gospodarkę do narożnika.

Oczywiście polska energetyka musi się bezdyskusyjnie zmieniać. Udział węgla musi maleć a OZE rosnąć, ale sama dynamika tego zjawiska wcale nie musi być tak ekstremalnie szybka – czemu nie wykorzystać spadku cen i rzeczywistej konkurencyjności energetyki odnawialnej jeśli będzie ona faktycznie tańsza. Bez dopłat, bez FiT i bez pierwszeństwa odbioru energii, bo z magazynami i przewidywalnością produkcji. Cele obligatoryjne dla UE i dla poszczególnych jej członków muszą być przewidywalne i stałe (!!!) bo są podstawą długoterminowego planowania energy mix, a w przypadku Polski szczególnie istotne, gdyż musimy mieć szanse na planowanie ścieżki wycofywania węgla. Jednak kolejne rezolucje PE wcale nie chcą iść w taką stronę wolnego rynku i przewidywalności, a raczej parlamentarzyści będą głosować tyle ile trzeba. Cele kolejnych dekad będą podnoszone (nawet jeszcze wcześniej niż same regulacje zostaną finalnie wynegocjowane), dodatkowe subsydia i sponsoring będzie wprowadzany kolejnymi furtkami, a jestem przekonany, że dzisiejsze „lżejsze traktowanie niektórych krajów” – jak pokazywanie 35% wyłącznie dla całej Unii (poszczególne kraje mają mieć swoje własne) szybko zostanie usunięte w kierunku obligatoryjnych zapisów konsumpcji OZE w każdym kraju. Czytaj – nie musicie budować elektrowni OZE, ale musicie pokazać, że taką energię zużywacie – więc zaimportujcie od innych. Pętla będzie się więc zaciskać i raczej spodziewałbym się najgorszego. Niezależnie na co się zgodzimy i co zostanie przegłosowane dzisiaj i tak zostanie to zmienione, zaostrzone albo dostosowane do aktualnej sytuacji lobbystycznej lub technicznej w danym kraju . Warto przypomnieć Dyrektywę 2009/72/WE i liczniki „smart meteringu”. Miału być wprowadzone w 80% wszystkich gospodarstw już do 2020, ale jakoś okazuje się, że idzie wolniej (m.in. w Niemczech) i już na ten kawałek regulacji nacisku nie ma. To oczywiście normalne- silny może więcej i silny dostosuje wspólne ustawodawstwo dla swoich celów. Niestety kolejne głosowania w parlamencie UE i kolejne wersje regulacji energetycznych pokazują, że daleko odeszliśmy od ideałów demokracji równych państw a jedyne co zostało to kolorowa fasada i dobre prezentacje marketingowe.

Warto nawet popatrzeć z drugiej strony. W głosowaniu PE przeszło podwyższenie celów OZE, ale nie przeszła regulacja zabraniająca używania drzew jako biomasy do produkcji odnawialnego OZE. To akurat paradoksalnie jest pomocne dla Polski, ale dlaczego? Spalanie drewna i uważanie tego za odnawialne to „fejk” środowiskowy i ja, podobnie jak cytowany w komunikatach przedstawiciel WWF, „jestem zaszokowany”. Czyżby parlamentarzyści mieli w przygotowanych ściągawkach też i ulotki „drzewno-biomasowych” lobbystów. Dla zdrowego rozsądku wolałbym akurat tu absolutny zakaz spalenia drewna, cel wskaźnikowy udziału OZE na poziomie jak poprzednio i propagowanie wolnego rynku i prawdziwej opłacalności nowych technologii. No ale jak widać … taniej jest wydać na lobbing.

Co więc można zrobić? Chyba tylko przygotowywać się na najgorsze. W unijnych ustawach i regulacjach OZE (jak i efektywności energetycznej i CO2) będzie panował bałagan, a raczej ciągnięcie maksymalnie w jedną stronę. Nie pomoże to naszej strategicznej polityce energetycznej, bo tak naprawdę nie wiadomo co robić. Unijne regulacje będą kreowały rynek dopłat i dotacji i konieczność obciążania krajowych budżetów, a więc mniej pieniędzy na realną poprawę środowiska. Tak jak robią teraz to wyśrubowane BAT-y dla elektrowni węglowych kiedy większość smogu jest z domowych, brudnych palenisk i silników Diesla. Co gorsze – nawet jak spróbujemy wypełnić wszystkie wskaźniki to zaraz w 2025 mogą pojawić się nowe, więc i tak trzeba będzie wszystko inaczej. Możliwe też, że lobbing pójdzie w inną stronę, bo rynek się zapełni i parlament przegłosuje jakieś kolejne rezolucje, które będą traktowały poprzednie polityki energetyczne jako żart albo paradoks i trzeba będzie budować coś innego, ale na pewno raczej z korzyścią dla gospodarek najsilniejszych państw. Musimy więc robić dobrą minę do złej gry, cały czas negocjować, głosować tak aby uzyskać przynajmniej minimalnie lepsze wyniki i jeszcze na dodatek modernizować naszą energetykę – bo nikt za nas tego nie zrobi. Na pewno patrzmy na OZE i inwestujmy w źródła odnawialne – ale oczywiście racjonalnie i trzymajmy kciuki żeby były naprawdę najtańsze. No i może też patrzmy na pogodę… jakby zimy były zimniejsze, a klimat chłodniejszy… obniżyło by to temperaturę gorączkowych głosowań w styczniowym europejskim parlamencie.

Źródło: Konrad Świrski (http://konradswirski.blog.tt.com.pl/)

Wpis został opublikowany 22 Sty 2018 w następujących kategoriach: News, OZE. Możesz śledzić komentarze przez RSS. Komentowanie i korzystanie z trackbacków zabronione.

Reklama

Partnerzy działu

Newsletter

Warto zobaczyć