Przegląd prasy ze świata
Bezprecedensowe wydarzenie wysokich lotów
Odbył się niezwykły lot. Rejsowe połączenie QR076 Londyn Gatwick – Doha, obsługiwane przez 5. gwiazdkową firmę lotniczą z Kataru – Qatar Airways, to chleb powszedni dla pracowników tego państwowego przewoźnika. Tym razem miało miejsce zjawisko, które z pewnością spowodowało, że krew pilotów, personelu pokładowego i pasażerów odrobinę się zagotowała. Jego tajemnica tkwiła w… zbiornikach paliwowych Airbusa A340-600, wyselekcjonowanego na tą trasę. Znajdowała się w nich kerazyna wytworzona z gazu ziemnego. Co prawda, dostarczone przez grupę Rolls-Royce PLC alternatywne paliwo lotnicze było zmieszane z obecnie powszechnie używaną, konwencjonalną kerazyną skrakowaną z ropy naftowej, ale taka mikstura została użyta po raz pierwszy w lotach cywilnych i niewykluczone, że wkrótce stanie się doskonałą opcją zastępczą dla wielu linii lotniczych.
- Ten lot to milowy krok dla naszego przemysłu. Wrzucamy kamyk do ogródka korporacji naftowych i finansjery, wysyłając wyraźny sygnał, że chcemy się uniezależnić od fluktuacji cen ropy naftowej na światowych rynkach – twierdzi Akbar Al Baker, dyrektor wykonawczy Qatar Airways.
Prekursorów, chcących odciąć pępowinę od tradycyjnych spółek paliwowych w tej branży jest jednak więcej. Ubiegłoroczna terapia szokowa, kiedy to cena baryłki osiągnęła pułap 147 $, poważnie zdegradowała gros podmiotów gospodarczych i stanowiła bezpośrednią przyczynę załamania się niektórych sektorów, w tym lotniczego. Najbardziej zainteresowane paliwowymi innowacjami były takie firmy jak: Air NewZealand, Virgin Atlantic, czy Continental Airlines, które testowały użycie biopaliw w lotach komercyjnych. Jednak tak, jak paliwa produkowane na bazie biokomponentów – przez co spada wolumen płodów rolnych przeznaczonych na produkcję żywności – tak i w przypadku technologii GTL (gast-to-liquid) adwersarzy i sceptyków tego rozwiązania technologicznego nie brakuje. Tacy znajdują się w wielu grupach społecznych.
Światowi politycy z pewnością zarzucą Katarczykom chęć bezceremonialnego wypromowania swojego narodowego bogactwa, jakie stanowi 25 bln m3 pokładu „błękitnego paliwa” należącego doń (w przeciwieństwie do swoich sąsiadów z Zatoki Perskiej, Katar nie posiada ogromnych zasobów „czarnego złota”, które wynoszą zaledwie 15 mld baryłek – przyp. red.). Naukowcy wskażą na brak perspektywiczności dla pozyskiwania kerazyny z gazu z uwagi na nierentowność tego procesu rafinacyjnego, gdyż wymaga on niebotycznych nakładów energii. Ekolodzy z kolei wskażą na „cykl życiowy” paliwa lotniczego wytwarzanego z „błękitnego paliwa”, który jest znacznie dłuższy od konwencjonalnej kerazyny przez co oczywiście, zwiększa i wydłuża się emisyjność CO2 w powietrzu.
Uwzględniając wyżej wymienione zarzuty, analitycy JBC szacują, iż „gazowa kerazyna” osiągnie w 2015 r. zaledwie 0,8% udział w rynku paliw lotniczych – 40 tysiące b/d. Tak naprawdę spór rozstrzygnie wszechmocna, niewidzialna ręka rynku. Arabowie niejako na przekór przewidywaniom firm analitycznych nie ustają w wysiłku, by upowszechnić swoje znalezisko. Komercyjna produkcja gazu syntezowego GTL zostanie uruchomiona w tym kraju w 2012 r., a już pod koniec dekady ma zostać osiągnięty niewiarygodny wynik produkcji 77 mln ton kerazyny z gazu ziemnego rocznie.
Aby podołać temu wyzwaniu, Katarczycy wespół z koncernem Shell budują największą na świecie instalację do jego produkcji w mieście przemysłowym Ras Laffan. Plantacja Pearl GTL ma być postawiona do końca przyszłego roku i zdolna do wytworu 1 mln ton tego alternatywnego paliwa lotniczego rocznie czyli ilości, dzięki której flotylla samolotów Qatar Airways zdolna będzie pokonać nawet 500 mln km.
Potentat wśród konstruktorów pojazdów lotnicznych, francuski Airbus, wylicza, iż w 2030 r. kerazyna GTL i biopaliwa stanowić będą 30% w kategorii JET Fuel.
Źródło: QatarAirways
Bratobójczy konflikt. Gazownicy kontra Naftowcy
Atmosfera gospodarcza w kanadyjskiej prowincji Alberta zagęszcza się. Przedsiębiorstwom energetycznym coraz bardziej daje się we znaki stanowy regulator, The Energy Resources Conservation Board. Jego prewencyjna strategia spalania na sztosie wszelkich inicjatyw, mogących stanowić zagrożenie dla branży piasków roponośnych stała się faktem. Wcześniej lokalni producenci gazu ziemnego mogli jedynie domniemywać rzeczywistych przesłanek, jakimi kieruje się to ciało administracyjne, uderzając w serce trzech wydobywców „błękitnego paliwa” – Canadian Natural Resources Ltd, EnCana Corp i Paramount Energy Trust – nakazując im zamknięcie 158 odwiertów geologicznych (o dziennej produkcji 900 tys. m3) argumentując, iż dalsza produkcja prowadzona nań może „poważnie zagrozić prowadzonym projektom eksploracji łupków bitumicznych”.
W jaki sposób miałoby do tego dojść? Francuski Total SA i kanadyjski Sunshine Oilsands Ltd., na których to wniosek doszło do podjęcia tak radykalnych kroków administracyjnych przez ERCB, ograniczających w jawny sposób pierwotną konkurencję rynkową, wyrażają obawy, iż prowadzone zaledwie 100 km na północny-zachód od Fortu McMurray prace wydobywcze przez gazowników, zagrażają tym drugim co do wielkości złożom łupków bitumicznych na świecie (dzienna stopa produkcji to 300 tysięcy baryłek – przyp. red).
- Warstwy geologiczne, w których znajduje się gaz ziemny, stykają się bezpośrednio z bogatymi w ropę naftową piaskami, co zwiększa ryzyko operacyjne prowadzonych działań – argumentuje w swoim stanowisku ERCB. – Ten urząd od dawna szukał na nas haków – ripostują przedstawiciele poszkodowanych firm.
Nie sposób nie zgodzić się z takim stanowiskiem, gdy prześledzi się jego działania regulacyjne. Od 2004 r. w wyniku partykularnych decyzji ERCB zamknięto 835 złóż gazu, obcinając w ten sposób skumulowaną produkcję tego paliwa o 3,4 mln m3 dziennie.
- Dotychczas biurokraci jako powód likwidacji naszej działalności podawali nieopłacalność wydobycia tego lotnego paliwa, wskazując na większe dochody budżetowe stanu Alberta ze sprzedaży ropy naftowej pochodzącej ze złóż łupków bitumicznych. Teraz widocznie zmienili taktykę. Rządowe wsparcie niebagatelną kwotą 865 mln $ dla projektu CCS przy kopalni piasków w Scotford jest tego wymiernym przykładem. Bez zbędnych retorycznych zawijasów władza stawia na tamten sektor mimo, że jest on bardziej emisyjny od naszego i by spełnić światowe progi będziemy zmuszeni wydać chałdy pieniędzy na sekwestrację CO2 – twierdzi anonimowy pracownik firmy Paramount.
Źródła okołostanowe informują o zamiarze redukcji GHG o 600 mln ton rocznie przed 2050 r. Czyżby „kuzyni zza między” – jak nazywa się sektor gazowniczy – przemysłu naftowego mieli również przyłączyć się do boju ekologów o całkowity zakaz eksploatacji piasków roponośnych?
Źródło: Reuters
Zaskakująca decyzja. Czy Belgowie przekonają Niemców?
Ten niewielki kraj Benelusku postanowił odwlec o co najmniej dekadę decyzję o wygaszaniu tamtejszych reaktorów jądrowych wierząc, iż nadejdzie „klimat” dla energii nuklearnej. – Mamy nadzieję, że energia nuklearna w najbliższej perspektywie czasowej stanie w obliczu wielkiego odrodzenia, budując zaufanie społeczeństwa – komunikuje belgijski rząd. Ta decyzja to obrona racji stanu Królestwa. Czerwona energia produkowana w 7 elektrowniach atomowych, zaspokaja w 55% apetyt na prąd elektryczny tego 10 mln państwa. Wydaje się, iż władze nie miały innego wyjścia. Przyjęty przez poprzedników akt wykonawczy o zamknięciu trzech z nich przed 2015 r. zostanie derogowany. W zamian za to sektor nuklearny zostanie zmuszony do zwiększenia odprowadzanej daniny na rzecz budżetu państwa o 360 mln euro rocznie w okresie 2010-2014, a dodatkowo, potentat tego rynku – Electrabel – obiecał, że przeznaczy 740 mln euro na budowę odnawialnych źródeł energii w kraju.
Po tym ruchu belgijskich polityków, eksperci i analitycy rynku bacznie spoglądają na sąsiada Brukseli – Berlin. Przedstawiciele narodu zasiadający w parlamencie z ramienia lewicowej SPD i partii Zielonych, przyjęli w 1999 r. podobne zobowiązanie, przegłosowując ustawę o likwidacji wszystkich 17. elektrowni atomowych do 2021 r.
Nowo powstały rząd złożony z chrześcijańskich demokratów z CDU/CSU i liberałów z FDP ma ogromny dylemat, co zrobić z tym palącym problemem. Wydaje się jednak, że kanclerz Angela Merkel nie zdecyduje się narazić największej gospodarki europejskiej na czasowe niedobory energetyczne i skasuje pomysł swojego poprzednika, Gerharda Shroedera. Pewne syndromy odejścia od tego stanowiska można było dostrzec w niedawno zakończonej kampanii wyborczej, podczas której ramię w ramię kandydaci obu koalicyjnych frakcji, w prowadzonych nt. przyszłości ekonomicznej Niemiec debatach argumentowali, że energia z atomu to bezpieczne, tanie, a przede wszystkim zeroemisyjne źródło prądu, powołując się na ościenny przykład Francji, która pozyskuje zeń aż 80% energii elektrycznej, Finlandii, która zdecydowała się wybudować największy reaktor jądrowy na świecie – 1600 MW Olkiluoto-3, czy choćby Szwecji, podawanej jako wzór ekologicznego państwa, która wpisała się w ogólny trend, rewidując decyzję o zamknięciu elektrowni atomowych.
A to jedynie trzy z wielu państw, jakie na przestrzeni dekady przekonały się do tego sposobu pozyskiwania energii. Warto przypomnieć przykład holenederski, gdzie tamtejsza rada ministrów w 2005 r. zaniechała realizacji postanowień wygaszeniowych z 1994 r., a dziś szykuje się do budowy nowych reaktorów, kazus Włochów, którzy w latach 80. pod naporem społecznych fobii i skorelowanych zeń akcji ekologów zamknęli cztery elektrownie atomowe, a obecnie namawiają Albańczyków do budowy nowych mocy energii czerwonej, by móc korzystać z jej dobrodziejstw. W końcu, przypadek najświeższy z 2008 r., kiedy to rząd brytyjski zgłosił chęć zainwestowania w energię nuklearną. Na ten apel natychmiast odpowiedział francuski gigant, Electricite de France. Pierwsza elektrownia ma być gotowa w 2017 r.
Źródło: United Press International
Geostrategiczny majstersztyk Rosjan
„Europo, miej się na baczności” wydaje się mówić premier Rosji – Władimir Putin. Daje temu dowód niedawna trzydniowa wizyta gospodarcza w stolicy Kraju Środka, która zacieśniła współpracę obu mocarstw w sposób wymierny. Sygnatury obu prezesów rad ministrów – stronę chińską reprezentował Wen Jiabao – doczekało się ponad 36 porozumień i kontraktów o znaczeniu strategicznym dla obu państw na sumę 5.5 mld $. Monetarną stronę podażową reprezentować będzie Pekin, zaś popytową Moskwa. Co oczywiste, w dziedzinie surowców naturalnych i technologii atomowych zaobserwujemy zależność odwrotną. Znany ze swoich wrodzonych skłonności do tezauryzacji pieniądza naród chiński, dysponuje obecnie ogromnymi sumami pieniędzy, dzięki czemu w kooperację, szczególnie w czasach światowej bessy, wchodzi zeń coraz więcej podmiotów państwowych i gospodarczych. Wyjątku nie stanowią Rosjanie. Lwią część bilateralnych umów stanowią porozumienia w obrębie branży energetycznej.
Tylko w 2009 r. podpisano kontrakty na wydobycie surowca, budowę i poprawę wydajności infrastruktury magistralowej i zakup kapitału technologicznego o łącznej wartości 100 mld $. Jedną czwartą tej sumy stanowi pożyczka China Exim Bank dla Transneftu i Rosneftu na budowę 2000 kilometrowej odnogi ropociągu ESPO (East-Siberia-Pacific-Ocean) ze Skorowodino do rafinerii w Daqing, którędy przez dwie dekady ma być transportowane co najmniej 15 mln ton ropy naftowej ze słabo zagospodarowanych dotąd złóż wschodniosyberyjskich.
Pierwsza transza „czarnego złota” ma popłynąć już na początku 2011 r. Przedmiotem kolejnej umowy jest 70 mld m3 gazu ziemnego rocznie, który to wolumen widnieje w podpisanym wstępnie porozumieniu między Gazpromem, a CNPC. Data implementacji tego dokumentu na razie nie jest jeszcze znana. – Szczegóły operacyjne takie jak dokładna trasa przebiegu gazociągu, czy ustalenie formuł cenowych leżeć będą w gestii obu koncernów – mówi Putin. Były prezydent Rosji namawiał także swoich biznesowych partnerów do zaangażowania środków pieniężnych w rozwój energii nuklearnej, podając przykład finalnie wybudowanej w 2007 r. przez… Rosjan, w osobie prawnej Atomstroyexportu, 1060 MW elektrowni atomowej Tianwan w mieście Lianyungang w prowincji Jiangsu. Kreml ma do zaproponowania także węgiel, którego Chiny wydobywają co niemiara – ponad 2.2 mld ton z perspektywą dalszych wzrostów! Ponadto, zostały podpisane umowy o charakterze militarnym, jak porozumienie międzyrządowe o powiadamianiu o wystrzeliwaniu rakiet balistycznych i celnym – zacieśniającym kontrole na granicy obu państw.
Źródło: China Daily, Reuters, United Press International
Uczmy się od Francuzów
Niedawno z roboczą wizytą w Kazachstanie była delegacja polska, w skład której wchodzili m.in. przedstawiciele polskich firm energetycznych i minister gospodarki, wicepremier Waldemar Pawlak. Przedmiotem dyskusji była współpraca obu państw na poziomie przedsiębiorstw, takich jak: PGNiG, Lotos i Orlen. Wydaje się jednak, że jeśli chodzi o dwa główne podsektory przemysłu paliwowo-energetycznego, gaz i ropę naftową, zagospodarowali je właśnie Francuzi, podpisując 24 kontrakty obejmujące wykup licencji wydobywczych, dostawę sprzętu oraz zakup uranu (Astana jest posiadaczem drugich pod względem wielkości zasobów tego pierwiastka 440 tysięcy ton – przyp. red).
Na otarcie łez polskim potentatom pozostał zasadniczo nietknięty od czasów głębokiego ZSRR sektor elektroenergetyczny, którym z pewnością Paryż się nie zainteresuje, i który w Kazachstanie jest równie uzależniony od węgla – 80% prądu uzyskiwanego z czarnej energii – co Polska. Niestety nawiązanie tej współpracy nie będzie tak hucznie obchodzone, jak zorganizowana w głównej mierze dla dziennikarzy, ceremonia symbolicznego podpisania kontraktów handlowych przez głowy państw, kazachskiego – Nursultana Nazarbajewa i francuskiego – Nicolasa Sarkozy’ego.
Przyjrzyjmy się szczegółowym zapisom dwustronnych umów. Balansowanie na linie między Wschodem, a Zachodem, do jakiego zmuszone były władze tej byłej radzieckiej, a od 1991 r. niepodległej republiki, może zostać definitywnie zakończone, jeżeli zostaną wypełnione zapisy wartego 2 mld $ porozumienia zawartego pomiędzy KazMunaiGazem, a dostawcą części składowych, SPIE Capag, do ropociągu Yeskene-Kuryk, który ma ominąć Rosję i dostarczać nawet 80 mln ton „czarnego złota” do portu u kazachskiego wybrzeża Morza Kaspijskiego. Ten odcinek to klucz do budowy podwodnej magistrali do Baku, gdzie połączyłaby się ona z BTC. Żeby tego było mało, multienergetyczni giganci – Total SA i GDF Suez – weszli w posiadanie 50% wolumenu złoża gazu ziemnego Khvalynskoye. Drugą połowę posiada niezmiennie rosyjska, prywatna spółka paliwowa, Łukoil. Naturalnie, przy okazji wizyty w stolicy Kazachstanu, nie mogło zabraknąć informacji o zakupie niezbędnego do rozruchu 59 francuskich elektrowni atomowych uranu – podpisy złożyli przedstawiciele spółki Areva i Kazatomprom.
Francuski prezydent, którego charyzma przyrównywana jest przez niektóre media do wybitnego generała, dziecka francuskiej ziemi Napoleona I Bonaparte, udowadnia, że w jego prywatnym słowniku słowa „niemożliwe” nie stwierdza się. Po udanym arbitrażu w konflikcie rosyjsko-gruzińskim, który to zakończył się podpisaniem rozejmu przez obie zwaśnione strony, teraz wyciąga ręce do zdezorientowanych Kazachów i zachęca ich do obrania kierunku „zachodniego”. Wespół ze swoim „Drogim Przyjacielem”, jak nazywa rządzącego twardą ręką Nazarbajewa, zamierza pomóc mu w realizacji ogłoszonej niedawno przez Astanę strategii „Droga do Europy”.
Źródło: Energy-Daily
Kalifornia dokręca zieloną śrubę
Najbogatszy stan USA nie ustaje w wysiłkach, by stać się prekursorem w dziedzinie odnawialnych źródeł energii w samych Stanach Zjednoczonych, jak i na świecie. Pomimo ogromnych problemów z zamknięciem tegorocznego budżetu – dziura w wysokości ok. 30 mld $ – i spadku ogólnoświatowych ratingów jej papierów dłużnych (agencja Fitch obniżyła je z A – do BBB) gubernator tego ponad 35 mln stanu, Arnold Schwarzenegger nie skąpi środków na subsydia dla „zielonej” branży. Tym razem wsparcie, zmaterializowane w przygotowanym dokumencie „California’s new solar programme” otrzymają producenci systemów solarnych. Jego głównym założeniem jest wprowadzenie systemu feed-in tariff, dzięki czemu komercyjni właściciele farm słonecznych o mocy zainstalowanej równej lub większej 3 MW otrzymają ponadstandardową gratyfikację finansową za produkowaną przezeń energię elektryczną. Szacunki mówią o przedziale 15-17 centów amerykańskich za kWh, co umożliwi przemysłowi solarnemu na postawienie kolejnych 500 MW mocy zainstalowanej do 2010 r. Owe postanowienia zmieniają dzisiejszy stan rzeczy, który nie dopuszczał wahań cen prądu, co wynikało z odgórnych narzutów regulacyjnych stosowanych przez kalifornijski Urząd Regulacji Energetyki. W obliczu derogowanych zapisów, wymagająca większych nakładów inwestycyjnych technologia OZE nie była w stanie konkurować z tańszymi, ale brudnymi generatorami mocy.
- To rozwiązanie legislacyjne daje pozytywny impuls do większego wysiłku takim przedsiębiorstwom przemysłu słonecznego jak: SunPower Corp, Suntech Power Holdings Co Ltd czy First Solar Inc’s, które aktywnie działają w tym segmencie, akurat na terytorium Kalifornii. Wydaje się, że to głównie w ich kierunku od władz płynie ten ukłon – komentują tamtejsze media. Przy okazji rzecznik administracji stanowej poinformował, iż słynny „Terminator” zdołał przekonać tą federalną, w osobie Departamentu Zasobów Wewnętrznych USA, by ta partycypowała w finansowaniu budowy kolejnych 7000 MW w sektorach energii wiatrowej, wodnej, biomasy i geotermalnej. Całe to spektrum działań jest podporządkowane jednemu, ambitnemu celowi, jaki wyznaczył sobie, sympatyzujący z Republikanami Schwarzenegger, a ma być to produkcja jednej trzeciej energii elektrycznej z niekonwencjonalnych źródeł energii już w 2020 r.
W ostatnim czasie, środowisko międzynarodowe otrzymuje kolejne sygnały o zwrocie tego zachodniego stanu USA ku ekologicznemu kapitałowi technologicznemu. W maju br., potocznie nazywane Komisją „Czystego Powietrza” (California Air Resources Board) ciało wykonawcze, funkcjonujące przy rządzie stanu zadecydowało, że wielka kalifornijska gospodarka zredukuje o 10% emisję gazów cieplarnianych – ok. 16 mln ton. Narzędziem do realizacji wyżej wymienionego założenia ma być podrasowanie standardów emisyjności paliw ciekłych używanych w transporcie publicznym oraz osiągnięcie w 2020 r. 20%. udziału weń tzw. paliw alternatywnych, a ściślej etanolu kukurydzianego. Jak wielka jest to operacja pod względem technicznym, niech świadczy fakt ponadstandardowego, bo aż dwuletniego vacatio legis, jakie wyznaczyło CARB - owe postanowienia zostaną zaimplementowane dopiero w 2011 r.
Źródło: Reuters, własne
Problematyczne złoże Sztokman. Kolejne żądania operatorów projektu
Koncern Total SA zaalarmował, iż przy obecnych światowych cenach gazu ziemnego, bez kolejnych cięć podatków dla firm zaangażowanych w budowę instalacji wydobywczych i onshore, nie obejdzie się.
- Na dzień dzisiejszy nie opłaca nam się nawet kiwnąć palcem. Nie dość, że Sztokman znajduje się w odległości 500 km od wybrzeża rosyjskiego, co wymagać będzie zaangażowanie nieuniwersalnych środków transportujących poszczególne składniki na miejsce wierceń geologicznych, to dodatkowo pamiętajmy, że jest to region arktyczny, gdzie temperatury nie są przyjazne dla nawet najprostszej działalności ludzkiej, a co dopiero skomplikowanych, technicznych zabiegów operacyjnych – twierdzi przedstawiciel francuskiego koncernu.
Gazprom, kolejny gigant biorący udział w tym przedsięwzięciu, wydaje się jednak nie słyszeć głosu swoich partnerów biznesowych i twierdzi, że produkcja i eksploracja na tym polu gazowym może zostać uruchomiona w 2013 r. Eksperci nie dają wiary takim prognozom, szczególnie z uwagi na fakt, iż „błękitne paliwo” ze złoża Sztokman ma być transportowane do rosyjskiego okna na świat – niezamarzającego portu w Murmańsku, skąd następnie powędruje na rynki w Europie i Stanach Zjednoczonych, a to wymagać będzie przecież kolejnych nakładów finansowych. Trzeci udziałowiec projektu, norweski StatoilHydro podziela opinię analityków i także żąda od Kremla derogacji części podatków.
- Opłaty na rzecz rosyjskiego skarbu państwa są niewspółmiernie wysokie w stosunku do wartości dodanej, jaką przy obecnych cenach surowca, będącego przedmiotem wydobycia, możemy osiągnąć uruchamiając ten projekt – perorują Skandynawowie. Liczne zastrzeżenia do egzystujących progów obciążenia podatkowego działalności gospodarczej zostały wygłoszone przez udziałowców pola Sztokman – zrzeszonych w konsorcjum Shtokman Development AG – przy okazji podpisania internalnej, 25–letniej umowy na konstrukcję i utrzymanie operatywności lądowej rafinerii, która przetwarzać będzie gaz pochodzący z tego arktycznego złoża.
Źródło: Russia Today
W końcu. Irak znalazł nabywców koncesji wydobywczych
Ogromne kłopoty miało irackie Ministerstwo Paliw Płynnych z upłynnieniem licencji na wydobycie ropy naftowej. Przestarzała infrastruktura przerobowa i magistralowa, niejasny stosunek prawny ziem Kurdystanu, gdzie znajduje się gros z podlegających sprzedaży na aukcji rezerwuarów bituminów oraz powszechny zły klimat dla zagranicznych inwestycji w tym arabskim kraju, to czynniki, które odstręczały koncerny przed wydatkowaniem kapitału w tej części świata. Trwająca od czerwca próba zbytu koncesji eksploracyjnych najprawdopodobniej jednak zakończy się pozytywnie (do czerwcowej fazy aukcji swoje anonse złożyły tylko BP i CNPC – przyp. red).
Chęć wykupu praw do eksploracji zgłosiło aż 30 firm, które podzielą między siebie 6 złóż „czarnego złota” i 2 pola gazowe. Najcenniejsze z nich, naftowe Rumaila o zasobności 20 mld baryłek, zostało właśnie wespół przejęte przez chińskiego i brytyjskiego kolosa energetycznego. Wydaje się więc, że proceduralna droga przez mękę dobiega końca. Angaż wielkich tej branży w „irackie inwestycyjne pole minowe”, onieśmielił mniejsze podmioty, które chóralnie zaczęły walczyć o umowy kupna-sprzedaży w Iraku. Podmiotem najciekawszej jest iracki rząd oraz konsorcjum, w którego skład wchodzi ENI, Occidental Petroleum Corporation of the United States, Sinopec i Kogas. Przedmiotem z kolei jest znajdujące się w południowej części Iraku w prowincji Basra, złoże Zaubair, którego dzienna produkcja wynosiła jak dotąd zaledwie 227 tysięcy baryłek przy szacunkowym stanie rezerw na poziomie 4 mld baryłek.
- Otrzymaliśmy gwarancję, iż każde 159 litrów ponad obecny poziom produkcji będzie obarczone tzw. opłata usługową w wysokości 2 $. Jeżeli uwzględnimy, iż poziom wydobycia na tym polu ma w ciągu najbliższych lat wzrosnąć o kolejny 1.125 mln b/d, to dowiemy się, że każdego roku dochód państwa zwiększał się będzie o 800 mln $. Ponadto, konsorcjum będzie odprowadzało należne podatki z tytułu uzyskiwanych zysków – komunikuje Hussain al-Shahristani, minister paliw płynnych.
Źródło: Chemnet
Transneft: Ukraina nie jest rzetelnym państwem tranzytowym. Kolejny incydent
Rosyjski operator przesyłowy zmuszony został do zawieszenia dostaw ropy naftowej południową odnogą wielkiego systemu magistralowego – Drużby. Tym sposobem surowiec nie dotarł do odbiorców w Czechach, na Węgrzech i na Słowacji. Incydent miał miejsce 14 października br. o 7.00 moskiewskiego czasu. Dostawy wznowiono dopiero po 24 godzinach, gdy z usterką uporała się strona ukraińska – Naftohaz. Przyczyną zaistniałej sytuacji była awaria energetyczna na Ukrainie przez co rozlokowane na całej długości ropociągu pompy przestały napędzać znajdujące się weń „czarne złoto”. Mimo że państwa-odbiorcy nie poniosły wielkich strat finansowych, to zdarzeni stało się przyczyną kolejnych gorących dyskusji nad tranzytową wiarygodnością Kijowa. Kreml zyskuje kolejnego asa, który skutecznie pogrąża międzynarodową opinię o Ukrainie jako państwie stojącym na drodze przesyłu do odbiorców końcowych, zyskując coraz większe poparcie środowiska poliarchicznego dla budowy omijającego „problematyczne państwa” gazociągu Nord Stream i rozwój kompleksowego systemu BTS, wraz z rozbudową portu w Primorsku.
- Oczywiście, możemy przesyłać większą ilość ropy przez odcinek północny, czyli przez Białoruś i Polskę, ale czy winno to być rozwiązanie systemowe w sytuacji, gdy ok. 90% eksportowanego przez nas surowca wędruje na Stary Kontynent przez Ukrainę? – pyta Igor Dyomin, przedstawiciel spółki Transneft.
Niefortunne blackout’y stają się problematyczne dla Rosjan szczególnie w obecnym okresie, gdy ta przeżywająca ogromne problemy finansowe gospodarka ma okazję, przy zwiększającym się popycie konsumenckim na „czarne złoto” – tylko we wrześniu dzienna stopa eksportu wzrosła o 4% do 5.47 mln baryłek – na odbicie się od ekonomicznego dna.
Źródło: Bloomberg
Dyplomatyczna wojna na czujniki
Modernizacja i impuls technologiczny, jaką temu drugiemu pod względem liczy ludności miastu Chińskiej Republiki Ludowej zapewniła organizacja 29. Letnich Igrzysk Olimpijskich, przynosi wymierne, także te ekologiczne, efekty. 44 mld $, jakie wydatkowały władze centralne na przygotowania do tego niewątpliwie największego wydarzenia w dziedzinie sportu wyczynowego, dzisiaj spłacają się m.in. w formie niskiego zanieczyszczenia powietrza nad miastem. Do lamusa może odejść dość popularne wśród obieżyświatów powiedzenie „Pekin miastem, w którym nie widać słońca”.
Według statystyk naukowców z Uniwersytetu Pekińskiego mieszkańcy chińskiej stolicy od początku roku cieszyli się aż 221 dniami czystego nieba, co uwarunkował rekordowo niski wskaźnik emisyjność gazów cieplarnianych, który w tym okresie wyniósł ledwie 100 pkt. (w skali od 0 do 500 pkt.). Ów miernik to efekt pracy czujników rozlokowanych wokół całej metropolii, które przez 24 godziny monitorują i analizują skład miejskiego powietrza – Publikujemy te dane od 1998 r. Bez dwóch zdań, jest to najlepszy wynik od dekady – mówi Zhu Tong, profesor Uniwersytetu Pekińskiego, pracujący w katedrze Nauk Przyrodniczych i Inżynierii Środowiska.
Kamień do ogrodu uczonych z Kraju Środka wrzucają jednak pracownicy… ambasady USA w Pekinie, którzy twierdzą, że ich aparatura odczytała zgoła inne informację od tych, jaką przedstawia prof. Zhou, a jakość mas powietrznych nad miastem pogarsza się. Poza obiektem sporu znajdują się jednak dane podawane przez Międzynarodową Organizację Zdrowia, która podała, iż w 2008 r. stan zanieczyszczenia powietrza nad stolicą Chin aż 6-krotnie przekraczał powszechnie dozwoloną normę. Co więcej, władze lokalne nie są w stanie spełnić wymogów znacznie niższych, rządowych pułapów czystości powietrza. Gdy potężni notable Partii Komunistycznej pokiwali złowrogo palcem w kierunku burmistrza Pekinu, ten za punkt niezwykłej wagi i honoru postawił sobie cel eliminacji najbrudniejszych środków transportu z miasta, wykazując się przy tym szeregiem oryginalnych idei. Ogromna wschodnioazjatycka gospodarka, znajdująca się w permanentny rozkwicie – ten rok ma być zamknięty 8% wzrostem PKB – co jest powodem nieustannego wzbogacania się narodu, a w szczególności miejskiej klasy średniej, która chcąc uzewnętrznić swoją pozycję społeczną i materialną decyduje się m.in. na zakup samochodu (tylko w ciągu ostatnich 9 miesięcy Chińczycy zakupili aż 9.66 mln samochodów! Co oznacza 34% wzrost rdr.).
Idealnym odzwierciedleniem tego faktu jest właśnie stolica Chin, po której to drogach jeździ obecnie 4 mln aut osobowych – 7 razy więcej, niż jeszcze 15 lat temu. Zarządca miasta nie wiedząc, jak zracjonalizować tak ogromną liczbę pojazdów, zdecydował się na formalno-prawne zniechęcenie tamtejszych mieszkańców do poruszania się „gratami”, oznaczając auta stare i wysokoemisyjne żółtymi naklejkami, co z kolei oznacza brak zezwolenia na wjazd do centrum miasta dla takich użytkowników szos. Oczywiście, symultanicznie obowiązuje nadal, choć odrobinę zmodyfikowany system, który zaimplementowano w czasie trwania Igrzysk Olimpijskich. Rozwiązanie podobne do tego wprowadzonego przez Amerykanów podczas I Kryzysu Naftowego, nie zezwala samochodom o określonej sumie cyfr na tablicach rejestracyjnych na użytkowanie dróg miastowych w wyznaczane przez Miejski Zarząd Dróg weekendy. Dzięki temu w okresie wolnym od pracy średnio 1 na 5 pojazdów zostaje na parkingu lub w garażu.
Przy tak oryginalnych pomysłach samorządu miasta, banalny wydaje się zakup 4100 spośród 20–tysięcznej flotylli pekińskich autobusów miejskich, które są napędzane względnie czystym paliwem, jaki stanowi gaz skroplony lub skompresowany. Warto wspomnieć, iż od 5 lat znaczące zmiany dotyka także komunalny system elektrociepłowniczy, gdzie wymieniono 60 tysięcy bojerów i grzejników miejskich z opalanych węglem na gaz ziemny. Aby tego było mało, w skali całego kraju jest prowadzony popularny na całym świecie system premii szrotowych, co dystynguje każdego z 1.3 mld obywateli kraju do skorzystania ze 440-880 $ wsparcia państwa na zakup nowego auta i zezłomowanie starego. Agendy rządowe przewidują, że pozytywnym skutkiem programu będzie usunięcie nawet 2.7 mln sztuk mobilnych trucicieli powietrza.
Źródło: Terra Daily
Opracował: Jacek Sobański, Opole





