Przegląd prasy ze świata
Przełom. Koniec spekulacji na rynkach futures?
Brytyjski Urząd Regulacji Rynków Finansowych (Financial Services Authority) zgodził się na wzmocnienie współpracy ze swoim amerykańskim odpowiednikiem – Commodity Futures Trading Commission, by w ten sposób ukręcić łeb wszelkiej maści spekulantom manipulującym cenami surowców energetycznych na giełdach towarowych NYMEX i ICE Europe.
Jest to niewątpliwy sukces Amerykanów, którzy zdołali przekonać do swoich racji Brytyjczyków, kategorycznie sprzeciwiających się pogłębianiu interwencjonizmu na rynkach finansowych. Porozumienie zakłada daleko idącą kooperację w dziedzinie wzajemnej kontroli przeprowadzanych transakcji na rynkach podlegających jurysdykcji obu agend oraz koordynację działań i podejmowanie wspólnych „akcji ratunkowych” w szczególnie nagłych przypadkach.
- Musimy wykorzystać wszelkie dostępne środki, by uwolnić rynki terminowe od manipulacji, wyrafinowanych oszustw i nadużyć – pisze w swoim oświadczeniu przewodniczący CFTC, Gary Gensler.
Zawieranie międzyrynkowych kontraktów łączonych na ICE Europe musi podlegać większym restrykcjom, a stosowane normy na obu giełdach surowcowych sprawić, że staną się one tożsame – to kolejny postulat agendy amerykańskiej. Do podobnego wniosku doszli ustawodawcy obu państw na zeszłorocznym spotkaniu poświęconym transatlantyckim regulacjom prawnym.
- Jesteśmy podmiotem działającym przeszło 30 lat. Zawsze czyniliśmy starania, by transakcje kupna-sprzedaży były transparentne i opierały się o czyste reguły rynkowe. Wespół z CFTC podejmiemy wszelkie kroki, by stosowano się do naszego kompleksowego zbioru praw i obowiązków – twierdzi David Peniket, prezydent ICE Futures Europe. W końcu deklaracje zinstytucjonalizowano i widoczne są działania w tej materii. Zarządca Londyńskiej Giełdy Towarowej, która oferuje sprzedaż zintegrowaną z paliwami płynnymi notowanym na NYMEX – ropą, olejem opałowym i benzyną, będzie musiał udostępnić FSA całość dokumentacji dotyczącej zawieranych transakcji kapitałowych, kopie regulaminów i nowelizacji tychże oraz odpisy z notatek dyscyplinarnych dotyczących surowcowych kontraktów łączonych.
- To przełom. Jeszcze w lipcu ubiegłego roku przewodniczący FSA, Adair Turner, na parlamentarnej komisji ds. rynku energetycznego zaprzeczał jakoby spekulanci odpowiadali za rekordowo wysokie ceny ropy naftowej i jej pochodnych. Turner wskazywał na grę popytu i podaży, jako odpowiedzialną za tamten stan rzeczy – przypominają pracownicy CFTC.
Dotychczas amerykański regulator rynków finansowych zmagał się z banalną luką, jaką co bardziej „przedsiębiorczy” inwestorzy wychwytywali zaraz na początku swojej przygody z grą na giełdzie. Brak koordynacji działań obu scentralizowanych rynków sprawiał, że inwestor, ukarany indywidualnymi restrykcjami i limitami nałożonymi nań przez CFTC, udawał się na ICE Europe, gdzie kupował kontrakty future na paliwa płynne notowane na….NYMEX.
Absurd? Tak, ale jak dotąd nikt nie był zainteresowany zmianą takiego stanu rzeczy. Od 30 lipca to się zmieniło i każdy zarejestrowany na ICE Europe inwestor znajduje się także w bazie podmiotów giełdowych CFTC. Ponadto regulatorzy intensywnie rozważają obniżenie progów dokonywania transakcji. Obecnie na Londyńskiej Giełdzie Towarowej pojedynczy inwestor może zawrzeć 10 tysięcy transakcji kupna-sprzedaży miesięcznie, 20 tysięcy w ciągu roku i 3 tysiące przed upływem trzech dni od wygaśnięcia wcześniej zawartego kontraktu. Owe rozwiązania nie spełniają jednak swojej funkcji, gdyż niektórzy gracze są w posiadaniu nawet 300 tysięcy kontraktów! Zwolnienia od limitów, jakie udzielają niektórym podmiotom nadzorujące działalność giełd Komisje, wymknęły się spod kontroli. Należy więc podjąć odpowiednie środki, by zapobiec tego rodzaju mechanizmom i właśnie przeciwdziałanie takim procederom będzie przedmiotem rozmów CFTC i FSA. Póki co, konsumenci paliw muszą zmagać się z podwyżkami cen na giełdach. Od początku roku cena ropy naftowej wzrosła aż o 63%. Kontrakty z dostawą na wrzesień są zbywane za 72.54 $ – wzrost o 12 centów, a cieszące się większą popularnością październikowe za 72.91 – wzrost aż o 92 centy.
Źródło: First Enercast Financial
Przetasowania na podium: Największe pola naftowe na świecie
Azerskie Azeri-Chirag-Guneshli z produkcją 850 tysięcy baryłek dziennie wskoczyło na tzw. „pudło” – podaje amerykański IHS Cambridge Energy Research Associate. Niekwestionowanym „królem wszystkich złóż” pozostaje nadal potężne saudyjskie Al-Ghawar, gdzie wydobywa się dziennie około 5 milionów baryłek. Na drugim miejscu plasuje się także złoże zlokalizowane w Zatoce Perskiej – kuwejckie Burgan z poziomem 1.2 milionów baryłek dziennie. Jednak to ACG, analitycy IHS poświęcają dużą część swojego raportu, w uznaniu rozwoju technologicznego tego złoża offshore.
W 1994 roku azerskie władze podpisały porozumienie o podziale produkcji z BP – Azerbejdżan, które jest operatorem ogromnego pokładu „czarnego złota” i posiada największy – 34.1% pakiet akcyjny w tym przedsięwzięciu. Kluczowym punktem umowy był zapis o zobowiązaniu się Brytyjczyków do zainwestowania w rozwój ACG aż 20 mld $. Trzeba przyznać jednak, że kierownictwo BP nie podjęło się tego wyzwania bezinteresownie, gdyż szacunki geologów mówią o 5.4 mld baryłek rezerw, jakie zalegają w ACG.
Kamieniem milowym dla rozwoju największego kaspijskiego złoża ropy naftowej było wybudowanie drugiej pod względem długości na świece – magistrali ropociągowej Baku-Tbilisi-Ceyhan, którędy eksportowana jest do tureckiego portu Ceyhan, bardzo dobrej jakości Azeri Light. Przy okazji badań nad rezerwami największych pól naftowych IHS poinformowało, że obecnie to Rosja (9.67 mln b/d), a nie Arabia Saudyjska (9.22 mln b/d) produkuje najwięcej. Trzecie są Stany Zjednoczone z 5.1 mln b/d.
Źródło: A1Saudiarabia.com, własne
Australia: Jesteśmy gigantem energetycznym
Australijski rząd podał do publicznej wiadomości informację o tym, iż za zamkniętymi drzwiami w Pekinie, w obecności Ministra ds. Energii Martina Fergusona, podpisano z Chinami 20-letni kontrakt o wartości 41.3 mld $ na dostawę 2.25 milionów ton skroplonego gazu rocznie. Surowiec będzie pochodził z projektu Gorgon LNG zlokalizowanym na zachodzie kraju. Błękitne paliwo dostarczać będzie ExxonMobil, który wykupił 25% udziałów w całym przedsięwzięciu. Operatorem projektu Gorgon jest inna amerykańska spółka energetyczna – Chevron, posiadająca 50% kapitału akcyjnego. Kontrakt podpisano pomimo trudności dyplomatycznych między oboma krajami, jakie w ostatnim czasie znacznie pogorszyły bilateralne stosunki między Chinami, a Australią. Pekin czuł się urażony blokadą nałożoną przez Canberrę na 19.5 – miliardową ofertę zakupu udziałów w spółce wydobywczej Rio Tinto oraz udzieleniem przez australijskie władze federalne wizy dyplomatycznej Rabiyi Kadeer, przewodniczącej Narodowego Kongresu Ujgurów (ciała walczącego o niepodległość chińskiej prowincji Xinjang).
- Umowa Exxon’u warta niespełna 50 mld $, to największy tego typu kontrakt w historii Australii. Dzięki niemu aż 6000 osób znajdzie zatrudnienie w Gorgon. Pragnę przypomnieć, iż w zeszłym tygodniu nasi amerykańscy partnerzy podpisali podobną umowę na dostawę gazu do Indii. Jej wartość to 21 mld $. Nie przesadzę, jeśli powiem, że po zaanonsowaniu tych faktów śmiało możemy nazywać się energetyczną superpotęgą – twierdzi Ferguson.
Radości ministra nie podzielają jednak wszyscy. Apetyt inwestycyjny Chin, znajdujących się w dalszym ciągu na ścieżce dodatniego rozwoju gospodarczego, rośnie w zastraszającym tempie. Nie należy się dziwić, że obawę pośród australijskich elit politycznych budzą rekordowe chińskie inwestycje w Australii, które zdaniem niektórych, w ubiegłym roku wyniosły 58 mld $. Oznaczałoby to, że w niedługim czasie inwestorzy z Kraju Środka staliby się głównymi udziałowcami tamtejszych spółek.
- Całkowicie zaprzeczam tym liczbom. Stosunki ekonomiczne z naszymi chińskimi partnerami są silne, ale ta kwota jest wyssana z palca – mówi Minister Finansów, Lindsay Tanner.
Jednak dowodów na potwierdzenie tezy przeciwników chińskiej obecności kapitałowej jest wiele. Tylko w czerwcu i lipcu chińskie spółki zakupiły za 8.8 mld $ większościowe pakiety w firmie Felix Resources i OZ Minerals. Rada Ministrów broni polityki „otwartych drzwi dla inwestycji”. Pieniądze otrzymane od Chińczyków przeznaczone zostaną m.in. na inwestycję w odnawialne źródła energii, co wymuszone zostało nowelą „australijskiego pakietu klimatycznego”, która zakłada zwiększenie do 20% udziału tzw. zielonej energii w bilansie energetycznym kraju do 2020 r. Pierwotny akt prawny przewidywał jedynie 8%.
- To wymusi kreację 28 tysięcy nowych miejsc pracy w przemyśle energii wiatrowej i słonecznej – twierdzi Australijskie Towarzystwo Biznesowe dla Rozwoju Energetyki Odnawialnej.
Źródło: Associated France Press, United Press International
Szkoci chcą zagospodarować poekslopatacyjne solanki na Morzu Północnym
Szkocki rząd, wspólnie z lokalnymi firmami, zastanawia się nad efektywnym przeznaczeniem przestrzeni geologicznych w obrębie przynależnych doń wód terytorialnych, do składowania dwutlenku węgla w technologii Carbon Capture and Storage. Plany zagospodarowania muszą powstać już teraz, gdyż przewidywane zakończenie eksploracji złóż gazu ziemnego i ropy naftowej w tamtym rejonie nastąpi w przeciągu nadchodzących 20-30 lat.
Brytyjski Departament Energetyki i Zmian Klimatycznych wylicza, iż w wyniku wdrożenia technologii sekwestracji CO2 tamtejsze przedsiębiorstwa zaoszczędzą 6.5 mld $, jakie przeznaczyłyby na wykup praw do emisji tego gazu cieplarnianego. Przestrzeń skał porowatych na Morzu Północnym jest ogromna. Badania oceniają, iż tak specyficznego i dogodnego terenu do składowania gazów nie ma nigdzie indziej. Hiszpańska ScottishPower szacuje, że magazynowanie dwutlenku węgla w tym regionie ograniczy jego ogólnoświatową emisję o 90%.
- Tutaj drzemie ogromny potencjał dla CCS. Niewykluczone, że wraz z wydobyciem ostatniej kropli ropy naftowej ze złóż na Morzu Północnym uruchomimy inny, tym razem ekologiczny przemysł na jeszcze większą skalę – peroruje Ignacio Galan, prezes grupy energetycznej Iberdrola, właściciela ScottishPower.
Oficjalnie parlament Szkocji postanowił uprzedzić wszystkich postanawiając, że wyeksploatowane solanki znajdujące się w obrębie szkockiego morza terytorialnego będą przeznaczane na składowanie CO2, pochodzącego z tamtejszych elektrowni opalanych węglem. Miejsca na szkodliwy gaz ma starczać przez 200 lat.
Źródło: United Press International
Chińczycy osiągną szczyt emisji w 2030 roku. Potem będzie tylko lepiej
Niezwykłym optymizmem bije z 900-stronnicowego dokumentu przygotowanego przez chińską Komisję Rozwoju i Reform – „2050 Chińska Energia i Emisje Dwutlenku Węgla”. Czytamy w nim, że przy założeniu realizacji obecnej strategii energetycznej dla kraju do 2020 r. emisję gazów cieplarnianych będą rosły, by zaraz na początku trzeciego dziesięciolecia XXI wieku nieznacznie spaść. Rokiem szczytu emisyjnego ma być 2030 r., po którym to nastąpi redukcja do poziomów z 2005 r.
- W mojej opinii za kilkanaście lat staniemy się głównym dostawcą prądu elektrycznego oraz liderem w dziedzinie energii nuklearnej, wiatrowej i wodnej. Teraz głównym zadaniem państwa jest wspieranie tych inwestycji, inwestycji w sektorze technologii niskowęglowych, które wyprą przestarzałe rozwiązania technologiczne. Tylko w ten sposób będziemy w stanie wypełnić założenia nowo powstałego raportu. Nasi eksperci szacują, iż konieczne będzie wpompowanie w wyżej wymienione sektory około 146.5 mld $. Wiem, że znajdujemy się na dobrej drodze – twierdzi Jiang Kejun, główny ekonomista Komisji Rozwoju i Reform.
Ogłoszenie nowej strategii spotkało się z pozytywną reakcją środowiska międzynarodowego. Przede wszystkim należy podkreślić, iż partyjne władze Kraju Środka, które jak do tej pory stroniły od podawania oficjalnych danych na temat emisji gazów cieplarnianych, powiadomiły opinię publiczną o konkretnych pułapach, jakie zostaną osiągnięte, z wyszczególnieniem każdego roku. To bardzo cenny precedens.
Łyżkę dziegciu stanowi jednak informacja, iż Chiny nadal stoją na stanowisku, iż do agendy redukcji emisji gazów cieplarnianych, wyznaczonej przez Ramową Konwencję Narodów Zjednoczonych w sprawie Zmian Klimatu w Kopenhadze br., się nie zastosują, wychodząc z założenia, że to szeroko pojęte państwa Zachodu winny ponieść koszty zaistniałego stanu rzeczy. Raczej nie zmieni tego czerwcowe oświadczenie premiera Chin, Wen Jiabao, o tym, że jego rząd zastanowi się nad umieszczeniem zobowiązań ograniczenia emisji gazów cieplarnianych do narodowej strategii energetycznej kraju.
Źródło: Yahoo.com
Gazprom dostarczy gaz techniczny do największego Hub’u w Europie
Wielonarodowe konsorcjum – Bergermeer Gas Storage, w skład którego wchodzą: Energie Beheer Nederland, Dyas B.V., Suncor, Abu Dhabi National Energy Co., sformalizowało zawarte w grudniu ub. r. memorandum o porozumieniu, podpisując umowę na dostawę gazu ziemnego z największym producentem na świecie – Gazpromem.
Przedmiotem kontraktu jest gaz techniczny, który posłuży operatorowi projektu do rozruchu potężnej instalacji i zachowania odpowiedniego ciśnienia weń. W zamian rosyjski gigant otrzyma część udziałów w Hubie Bergermeer.
- To nasz niewątpliwy sukces. Udział w projekcie tak potężnego i doświadczonego partnera, jakim jest Gazprom zapewni nam odpowiednią bazę ekspercką i zagwarantuje ciągłość dostaw surowca na rynek europejski – cieszy się Paul van Gelder, dyrektor generalny Taqa Energy, holenderskiej spółki-córki Abu Dhabi National Energy Co.
Magazyn w Bergermeer, zlokalizowany 43 km na północ od Amsterdamu, zostanie otwarty w 2013 r., a jego powierzchnia składowa wynosić będzie 4.1 mld m3. Będzie to wolumen wystarczający, by zaspokoić apetyt energetyczny ponad 1.6 miliona gospodarstw domowych.
Źródło: Uaeinteract.com
Kontrowersje wokół kanadyjsko-amerykańskiego ropociągu
Departament Stanu USA udzielił zezwolenia spółce Enbridge Energy Corp. na budowę 522-kilometrowej magistrali Alberta Clipper, która połączy zalegające w kanadyjskiej prowincji Alberta piaski roponośne z amerykańską rafinerią w Superior w stanie Wisconsin. Ropociąg o przepustowości 450 tysięcy b/d – wraz z już istniejącym, dostarczy na terytorium Stanów Zjednoczonych 2.05 mln b/d.
- Zgoda na kolejny rurociąg z Kanady uwarunkowana jest tym, że tego typu inwestycja rodzi pozytywny impuls ekonomiczny dla naszej gospodarki. Nasi północni sąsiedzi to odpowiedzialni partnerzy handlowi, stąd sprowadzanie nośników energii z tego kierunku jest jak najbardziej pożądane. Budowa ropociągu zaangażuje kapitał ludzki, zmniejszając bezrobocie. Pouczamy także o tym, iż każdy projekt transgraniczny, wobec obowiązującego prawa, wymaga zgody prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki – czytamy w oświadczeniu Departamentu Stanu USA.
Z taką decyzją nie zgadzają się ekolodzy, którzy wskazują na nieefektywność energetyczną całego przedsięwzięcia i zagrożenie katastrofą ekologiczną.
- Rozumiemy determinację władz, która chce zapewnić surowiec do przerobu naszym rafineriom, ale spójrzmy na stronę kosztową, zupełnie nieekologiczną. Nie dość, że ekstrakcja ropy naftowej z piasków roponośnych wymaga ogromnych nakładów energii, to dodatkowo w procesie płukania tychże następują duże straty wody pitnej, która po całym procesie jest na tyle skażona chemicznie, że jej niekontrolowany wyciek i przedostanie się do wód gruntowych zagraża zarówno życiu ludzi, jak i zwierząt. Jeżeli jednak nie interesuje nas los żywych istot to jest kolejny argument, tym razem ekonomiczny, by ropy z kanadyjskich piasków nie sprowadzać. Koszty rafinacji pochodzącego stamtąd surowca będą przeogromne, z cieczy trzeba będzie usunąć metale ciężkie takie jak: rtęć, nikiel i ołów. W końcu, trasa ropociągu przebiegać będzie przez mokradła, co zburzy panujący tam ekosystem – przytaczają argumenty ekolodzy po obu stronach granic.
Front przeciwników produkcji „czarnego złota” z łupków bitumicznych zwiększa się z każdym dniem, jego członkowie zapowiadają, że nie spoczną póki wymiar sprawiedliwości nie zgodzi się z ich racjami, dlatego skierowali sprawę magistrali Alberta Clipper do sądu
- Chcemy upewnić się, że ten projekt powstanie w oparciu i w zgodzie z wszelkimi normami środowiskowymi – mówią.
Społeczność amerykańskich „Zielonych” zaczyna powątpiewać w prawdomówność prezydenta Obamy.
- Obiecywał odwrót Ameryki od najbrudniejszych źródeł energii na rzecz technologii niskowęglowych, a tymczasem pogłębiamy swoją zależność już nie tyle od paliw kopalnych, co od najgorszych brudów – mówi oburzona Sarah Burt, pełnomocnik stowarzyszenia Earthjustice.
Źródło: United Press International
Ofensywa azjatycka. Po broni naftowej przyszedł czas na broń rafineryjną?
Nikt w środowisku rafinatorów nie ukrywa, że branża znajduje się w potężnym dołku. Rafinerie od Niemiec po Hawaje tną moce przerobowe do najniższych poziomów w historii. Serwis Bloomberg prognozuje, że w ciągu najbliższych 5 lat amerykańskie i europejskie przetwórnie paliw zmniejszą je o odpowiednio 25% i 30%. Produkcja paliw płynnych w USA spadła pod koniec czerwca o 6% do 18.75 mln b/d i była niższa aż o 10% w porównaniu do szczytu z 2005 r. o 2 mln b/d. Przedsiębiorców dobijają niespotykanie niskie marże rafineryjne, które obniżają rentowność całego przemysłu. Potwierdza to raport przygotowany przez BP, w którym stwierdza się, że w II kwartale tego roku średnia marża wynosiła 4.98 $ na baryłce – dla porównania w analogicznym okresie ub. r. oscylowała ona w granicach 8.25 $ na baryłce. Analitycy brytyjskiej spółki twierdzą, że na koniec III kwartału ich poziom ma osiągnąć dno – 2.17 $ na baryłce. Giganci energetyczni – będący w posiadaniu ogromnych ilości rafinerii – reorganizują swoje strategie biznesowe, chcąc pozbyć się choć części zbędnego balastu, poprzez sprzedaż niektórych z nich. Takie plany przedstawiły już spółki Petroplus Holdings AG, Total, Chevron i Royal/Dutch Shell, który skonkretyzował swoją ofertę wystawiając na sprzedaż rafinerie w Niemczech i Montrealu.
Jak to jednak w ostatnim czasie bywa, istnieje azjatycka oaza, gdzie sektor rafineryjny kwitnie. Chiny i Indie co prawda nadal są importerami netto produktów rafineryjnych takich jak: benzyna czy diesel i nie byłby w stanie napędzać trybików swoich prężnie rozwijających się ekonomik bez zakupu paliw przetworzonych w zachodnich rafineriach, ale tylko w 2008 r. uruchomiły nowe moce produkcyjne w wysokości 1.5 mln b/d. Największy skok zarejestrowano w Kraju Środka, gdzie w ub. r. wzrosły one o 800 tysięcy b/d. Drugi azjatycki moloch – Indie zwiększyły o 660 tysięcy b/d budując od podstaw największą rafinerię na świecie w Jamnagar w prowincji Gujarat. Parametry techniczne indyjskiej instalacji są skonfigurowane w taki sposób, by wypełniać surowe amerykańskie normy chemiczne i środowiskowe. Obecnie Hindusi są w stanie dostarczyć na ten największy rynek konsumencki około 580 tysięcy b/d. W lipcu br. przetransportowano do Stanów Zjednoczonych aż 600 tysięcy baryłek „indyjskiej” benzyny.
- Administracja prowadzonymi działaniami legislacyjnymi nam nie pomaga. Zachowuje się tak, jakby chciała zniszczyć rodzimy przemysł przetwórstwa paliwowego. Wkrótce Azjaci będą w stanie wyprzeć nasze produkty z rynku, gdyż ich, tak jak nas, nie obowiązuje nakaz wytworzenia 36 milionów galonów biodiesela do 2020 r. – twierdzą amerykańscy rafinatorzy.
Główny zarzut to wymóg produkcji etanolu i innych biopaliw, jaki aktem prawnym z 2007 r. narzucono na amerykański przemysł rafineryjny, w którym widnieje imperatyw osiągnięcia 14% progu w całości produkowanego paliwa do 2020 r. Ponadto, Departament Transportu ogłosił ostatnio podwyższenie ekonomii paliwowej aut samochodowych o 9.3% do 27.3 mil na galon, co wpłynie na spadek sprzedaży produktów ropopochodnych.
Źródło: Upiasia.com
Amerykańskie „nie” dla auctioningu. Demokraci i Republikanie zjednoczeni
Pomysły prezydenta Baracka Obamy na walkę ze zmianami klimatycznymi znajdują się pod coraz większym ostrzałem obu stron politycznej barykady. Kontrowersyjny The American Clean Energy and Security Act of 2009, który nakłada na wszystkich przemysłowych emitentów gazów cieplarnianych obowiązek zredukowania o 17% emisji CO2 w stosunku do poziomu z 2005 r. w 2020 r. i o 83% w 2050 r., „przeszedł” w głosowaniu Izby Reprezentantów minimalną bo 7–osobową większością głosów – 219 do 212.
Przed ustawą ostatnia ścieżka legislacyjna – głosowanie w Senacie. A tymczasem konfuzję wśród reprezentantów Kongresu budzi jedna z części składowych powyższego dokumentu – pomysł wdrożenia systemu handlu uprawieniami do emisji na wzór europejski.
- Zgadzam się z Republikanami, że prezydent i jego administracja nie powinni owijać w bawełnę i nazwać tego rodzaju pomysł po imieniu, jako kolejny podatek ekologiczny nałożony na nasze społeczeństwo – twierdzi senator Timothy Wirth, były negocjator ds. Zmian Klimatu w administracji Billa Clintona i prezes UN Foundation, którą założył amerykański baron medialny, właściciel CNN – Ted Turner.
Skrajnie fiskalne podejście 44. prezydenta USA do ekologii wzbudza niechęć społeczeństwie, wyznającym libertariańskie wartości. Sprzeciwiający się systemowi tradingowemu głos Timothy’ego Wirth’a jest o tyle istotny, że to on dwie dekady temu na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych negocjował warunki Protokołu z Kioto i nie można posądzić go o konserwatywne podejście do gospodarki oraz lobbowanie na rzecz wielkoprzemysłowych zakładów.
- Nie jestem całkowicie przeciwny temu mechanizmowi, ale kształt w jakim teraz jest on proponowany mi się nie podoba. Prezydent chce uczynić z niego kurę do znoszenia złotych jaj. Tak odczytuję jego słowa, jakoby handel emisjami miał zapewnić skondensowane, 650 mld wpływy do budżetu państwa do 2019 r. – wyjaśnia Wirth.
To zdaniem obserwatorów stanowi zagrożenie, że system nie będzie elastyczny. Władze federalne nie zważając na potencjalne fluktuacje ekonomiczne przedsiębiorstw będą chciały osiągnąć wyżej wyznaczony próg dochodowy. Wątpliwości budzi także ilość podmiotów/instalacji, które zostaną objęte auctioningiem.
Przyjęty w czerwcu akt udostępnia 85% praw do emisji. Pozostała reszta podlegać będzie pod system „cap and trade”
- Handel emisjami powinien obejmować jedynie elektrownie opalane węglem. Przemysł metalurgiczny, chemiczny, mineralny i inne powinny mieć swobodę działania gospodarczego – kontynuuje Wirth.
Senatorzy, do których należeć będzie ostateczna decyzja, wsłuchują się w odbywającą się wielką dyskusję nad tym projektem. Od ich decyzji zależeć będzie los ekologii całego świata. W przypadku odrzucenia projektu, ustaleniem parametrów emisyjnych i kształtu systemu tradingowego zajmie się Agencja Ochrony Środowiska, co sugeruje, że jej członkowie powołani, by stać na straży ekologii jeszcze bardziej zaostrzą restrykcje. Konkluzje są jednoznaczne. Przeciwnicy handlu emisjami opowiadają się za udostępnianiem wszystkich praw do emisji w trybie nieaukcyjnym, zauważając i akceptując konieczność ich stopniowego ograniczania ilościowego.
Źródło: Bloomberg
Odessa-Brody-Płock czy Odessa-Brody-Mozyr?
- Uzgodniliśmy z naszym głównym dostawcą (SOCAR’em – przyp. red.), że budowa interkonektora na rynek białoruski jest naszym priorytetem – twierdzi Ihor Likhovy, ukraiński wysłannik na Białorusi.
W maju tego roku, prezydent Wiktor Juszczenko zlecił konsorcjum odpowiedzialnemu za powstanie euroazjatyckiego korytarza paliwowego, by realizację projektu przyspieszono najszybciej jak to możliwe. Obecny 670–kilometrowy odcinek ropociągu transportuje 105 milionów baryłek rocznie w kierunku odwrotnym od pierwotnie zamierzonego. Rok temu szefowie państw bałtyckich, najbardziej zainteresowanych azerską ropą: Polski, Ukrainy, Gruzji, Litwy i Azerbejdżanu zgodzili się wspólnie działać na rzecz dywersyfikacji kierunku dostaw „czarnego złota”.
Jednak, czy przesyłanie surowca do rafinerii w której 42,5% udziałów posiada rosyjski Slavneft jest właściwą dywersyfikacją? Czyżby doszło do przewartościowana stosunków polsko-ukraińskich? Rafineria w Płocku nie znajduje się już w kręgu zainteresowań pozostałych krajów? Na razie te pytania pozostaną bez odpowiedzi.
Źródło: United Press International, Mnpz.by
Niemcy budują OZE, ale i tak nie uda im się osiągnąć celów emisyjnych
Nasi zachodni sąsiedzi szczycą się otwarciem ogromnej, 53 MW elektrowni słonecznej w mieście Lieberose w Brandenburgii o powierzchni 210 pełnowymiarowych boisk piłkarskich. (większa znajduje się jedynie na południowych rubieżach Hiszpanii i ma moc 60 MW). Całość instalacji składa się z 700 tysięcy fotowoltaicznych modułów. Lokalna elektrownia zaspokoi potrzeby 15 000 gospodarstw domowych. Brandenburgia to land, który daje innym przykład, jak w technologicznie zaawansowany i równocześnie nie zawoalowany sposób „zazielenić” produkcję elektryczności. To jedyny w Niemczech land, który z biomasy, energii słonecznej i wiatrowej wytwarza 40% konsumowanego przez jego mieszkańców prądu elektrycznego. Doskonały „klimat” dla proekologicznych inwestycji ściąga w ten rejon firmy z całego świata, które zakładają tutaj swoje filie. Wystarczy tylko wymienić: First Solar, Conergy i producenta turbin wiatrowych Vesta.
Niestety w pozostałych częściach kraju wdrażanie niskowęglowych technologii posuwa się w ślimaczym tempie, a w dodatku budowane są tam nadal energochłonne zakłady. To z kolei wpłynie na ogólnokrajowe trudności z realizacją celów emisyjnych. Według najświeższych prognoz, ambitny cel ograniczenia do 2020 r. o 40% emisji gazów cieplarnianych w stosunku do poziomów z 1990 r., nie zostanie osiągnięty. Ekolodzy z niemieckiego oddziału Greenpeace obwiniają niemieckie lobby przemysłowe, które skutecznie „zniekształciło” zapisy przyjętej w 2007 r. „Strategii dla Ochrony Klimatu”.
- Efekty tego są takie, że osiągalny poziom redukcji to na dziś jedynie 30% – mówi anonimowy konsultant EUTech. Agendy federalne odpowiedzialne za szeroko rozumiane sprawy środowiskowe wskazują jednak na problem z instalacją morskich farm wiatrowych, jako ten, który będzie miał wymierny wpływ na brak realizacji punktów docelowych. Rząd Angeli Merkel uspokaja twierdząc, że rozwój innych aspektów polityki ekologicznej jest niezagrożony, a ma to zagwarantować przyjęta „Narodowa Startegia Mobilności Elektrycznej”. Jej założenia są ambitne. Prace będą rozłożone etapowo. I tak w 2020 r. po rozległych autostradach niemieckich ma jeździć milion, napędzanych prądem elektrycznym, czterokołowców. Rok 2030 r. to już 5 milionów aut elektrycznych, a w 2050 r., przełomowym, większość samochodów przemieszczających się po tamtejszych drogach ma być zasilana ze źródeł ekologicznych. Wypełnienie założeń o uniezależnieniu się od importu ropy naftowej będzie jedynie formalnością – czytamy w dokumencie.
Źródło: Officialwire.com




